"Europa ludzi w drodze - przezwyciężyć lęki i nakreślić perspektywy. VIII Kongres Biskupów Europy w Maladze, jego przesłanie i realia pracy duszpasterskiej w dzisiejszej Hiszpanii" ">
loading...

Wpisz miasto w którym przebywasz,
aby odnaleźć Mszę Świętą w języku polskim.

Zamknij wpis

Ks. Sławomir Wiktorowicz MSF - zeszyt 11 2010

1 Europa ludzi w drodze - przezwyciężyć lęki i nakreślić perspektywy. VIII Kongres Biskupów Europy w Maladze, jego przesłanie i realia pracy duszpasterskiej w dzisiejszej Hiszpanii Konferencja Polonijna – Poznań, 12.10.2010 r. Godzina rozpoczęcia wykładu – w Hiszpanii jest to czas sjesty, mam nadzieję, że nie wpłynie to negatywnie na odbiór tej prelekcji. Podstawą tej prelekcji jest VIII Kongres Rady Konferencji Biskupów Europy na temat emigracji, jaki odbył się w Maladze w dniach od 27 kwietnia do 1 maja 2010 roku. Jest on ubogacony w praktyczne przykłady z mojej pracy duszpasterskiej, jaką realizuję na hiszpańskiej parafii w Torrejón de Ardoz, niedaleko Madrytu. W skład Rady Konferencji Biskupów Europy wchodzą wszystkie 33 Konferencje Biskupów, jakie istnieją w Europie. Kongres w Maladze zgromadził blisko 100 uczestników odpowiedzialnych za duszpasterstwo migrantów, tak duchownych jak i świeckich, reprezentujących ponad 20 Konferencji Episkopatów krajów Europy. Gospodarzem był ks. Bp. Jesús Esteban Catalá Ibáñez (biskup, który w październiku 2008 zaproponował mi pracę sędziego diecezjalnego, kiedy to był biskupem w Alcala de Henares). On też w przemowie na rozpoczęcie Kongresu powiedział, że Malaga jest dobrym miejscem do dyskusji na te tematy, gdyż jest diecezją Europejską z „jedną nogą w Afryce”. Jest tak dlatego, że hiszpańskie miasto Melilla położone na północnym wybrzeżu Afryki, należy do diecezji Malaga. Już na samym początku bp José Sánchez González z Hiszpanii, który pełni funkcję Przewodniczącego Komisji Rady Konferencji Biskupów Europy d.s. Migracji, wyjaśnił, że głównym celem Kongresu w Maladze jest analiza konsekwencji ruchów migracyjnych dla pracy duszpasterskiej Kościoła w Europie. Wyraził też nadzieje, że wypracowane na Kongresie stanowisko co do duszpasterstwa pośród emigrantów, po wprowadzeniu w życie, stanie się cennym wkładem w ewangelizację Europy. Podkreślił, że uczestnicy spotkania nie zamierzają zajmować się poszukiwaniem przyczyn przemieszczania się ludności, które zmienia oblicze dzisiejszej Europy. Przyjęto założenie, że trzema podstawowymi formami tego przemieszczania się są: poszukiwanie pracy, wygnanie i turystyka, zaś głównymi czynnikami powodującymi migrację są: ubóstwo, nierównomierny podział dóbr, niesprawiedliwe systemy polityczne oraz przemoc. Mobilność obywateli i migracje wewnętrzne lub z jednego państwa do drugiego stały się ważną częścią składową europejskiego społeczeństwa. „Ludźmi w drodze” są zarówno osoby przemieszczające się czasowo i dobrowolnie (np. turyści), wybierające taki sposób życia (np. Cyganie), zmieniający miejsce zamieszkania (np. studenci czy emeryci), a także zmuszone do emigracji, często na zawsze, z powodów zawodowych, politycznych, ubóstwa, wojny, braku przestrzegania praw człowieka. Do tej ostatniej kategorii należą szczególnie uchodźcy wojenni, polityczni, opuszczający zanieczyszczone środowisko naturalne, nielegalni imigranci itp. Przykład: W ostatnich dwóch latach praktycznie podwoiła się liczba ludzi przychodzących z prośbą o pomoc do naszego parafialnego Caritasu. Większość z nich są to imigranci z krajów afrykańskich i z Ameryki Południowej, którzy nie posiadają stałego źródła dochodu, a często mają na utrzymaniu także swoją rodzinę. Praktycznie przed każdym kościołem są osoby proszące o pieniądze. Każda z nich pilnuje tego „swojego miejsca”. Kiedy przybywa ktoś nowy i próbuje zająć ich miejsce dochodzi do takiej 2 można by powiedzieć „walki o przyczółek”. Oczywiście nie są to rękoczyny (przynajmniej ja osobiście nic takiego nie widziałem), ale walka słowna i psychologiczna. Najczęściej ten „nowy” musi odejść w poszukiwaniu innego miejsca do zbierania na życie. W krajach UE jest ponad 27 mln imigrantów, głównie z innych krajów członkowskich. 2/3 z nich żyje w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Imigrantów nielegalnych, niemających prawa pobytu w kraju, do którego przybyli, jest od 4 do 8 mln (całkowita liczba imigrantów w Europie jest przybliżona do liczby mieszkańców: Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii, Norwegii, Szwecji i Danii, razem wziętych). Napływ tych rzesz ludzi jest negatywnie postrzegany przez obywateli, dostrzegających w nich zagrożenie dla własnej kultury czy bezpieczeństwa. W tej sytuacji w wielu krajach obserwuje się tendencję, aby „zamknąć się” we własnych granicach, bronić uzyskanego stanu dobrobytu, ograniczać liczbę imigrantów utrudniając przyjazd „legalnym” i pozbywając się „nielegalnych”. W rezultacie granice są coraz szczelniej zamknięte dla ludzi, podczas gdy trwa swobodny przepływ informacji, towarów i kapitałów. Jest to czysty paradoks – rozpowszechnia się polityka odmowy przyjmowania imigrantów, podczas gdy ich obecności wymaga gospodarka. Wiele państw skłania się do izolacji, do zapewniania osiągniętego poziomu dobrobytu tylko wewnątrz własnych granic, zaniedbując zasadę solidarności. Przykład: Jeden z moich wykładowców na Papieskim Uniwersytecie Comillas, kapłan, dr z prawa cywilnego i kanonicznego, podczas wykładów z prawa konkordatowego nieopatrzenie powiedział, że jemu, jako Hiszpanowi, nie jest wszystko jedno czy do Hiszpanii będą napływać imigranci z Afryki czy np. z Polski. Bo ci drudzy są „cywilizowani” i Państwo raczej nie ma z nimi kłopotów. Natomiast ci, którzy przypływają w wydłubanych łódkach są dużym problemem dla całego społeczeństwa, bo to właśnie z kieszeni podatników pokrywa się wszelkie akcje ratowania i utrzymywania uciekinierów z Afryki. Skończyło się to tak, że jedyny student jaki był w naszej grupie z Afryki urażony takim sformułowaniem poinformował o tym dziekana, a ten musiał wyciągnąć z tego konsekwencje. Pokazuje to jednak, jak dużym problemem w Hiszpanii jest nielegalna imigracja. W dokumentach Kongresu podkreślono, że migracje w dzisiejszej Europie są faktem, który powinien poruszać chrześcijan do tego, aby w sposób aktywny włączyć się w program przyjmowania i integracji imigrantów. W tym celu należy krzewić współpracę w różnych dziedzinach polityki i gospodarki, w organizacjach, które czuwają nad godnością migranta oraz w strukturach formacji, edukacji i opieki. Zauważono także, że imigranci są cenną pomocą w rozwoju „rodziny narodów” dzięki potencjałowi ludzkiemu, duchowemu i kulturalnemu, jaki każdy z nich przynosi do Europy i dzieli się tym z europejczykami. Wielość i różnorodność, przyniesiona przez migracje, jest już faktem w Europie. Uznanie tej wielorakości za wartość pozytywną oznacza rozwinięcie pluralistycznej wizji rzeczywistości. Jednakże, należy unikać dwóch skrajnych stanowisk: całkowitej asymilacji oraz braku akceptacji i wykluczenia. Szukając równowagi dla właściwego przyjęcia imigrantów, uczestnicy Kongresu zajęli się konsekwencjami tego stanu rzeczy dla Kościoła w trzech dziedzinach, które najbardziej są dotknięte zjawiskiem migracji: rodzinnej, parafialnej i społecznej. Mówiąc o parafii i aktywności duszpasterskiej wyrażono żal, że biblijne przesłanie o cudzoziemcach nie zostało właściwie wykorzystane w katechezie. Konsekwencją tego jest to, że w wielu miejscach społeczeństwo widzi jedynie negatywny wydźwięk migracji. Dlatego też, powołując się na papieskie nauczanie na temat imigracji z ostatniej encykliki, zaapelowano o dialog międzykulturowy oraz tworzenie autentycznej „kultury przyjęcia”, która uszanowałaby 3 godność i prawa wszystkich. Zasadniczym skutkiem migracji jest to, że Europa staje się wieloreligijna. Imigranci przynoszą ze sobą własną kulturę i wartości. Do krajów tradycyjnie katolickich sprowadzają się ludzie innych wyznań czy religii, tworząc własne struktury kościelne (wspólnoty, parafie, diecezje). Z kolei katolicy emigrują do krajów tradycyjnie prawosławnych lub protestanckich. Już nawet stosunki między państwem a Kościołem przekształcają się w stosunki między państwem a religiami. Zwrócono także uwagę na poprawność komunikacji, gdyż problemem jest nie tylko odrębność religijna, kulturalna czy obyczajowa, ale także w wielu przypadkach językowa. Przykład: W Hiszpanii dla imigrantów z krajów Ameryki Południowej nie ma bariery językowej, gdyż mówią w tym samym języku. Problem pojawia się z przybywającymi z krajów afrykańskich. W tamtym roku przyszła do kancelarii matka z trójką dzieci, aby zapisać je na katechezę do Pierwszej Komunii. Kiedy przyszło do wypełnienia dokumentów to właśnie te dzieci 8 – 10 letnie podawały mi dane dotyczące rodziny, bo z matką praktycznie nie można się było porozumieć, choć próbowałem w różnych językach, nawet po polsku. Co do społecznego wymiaru procesu migracji, niepokojące są widoczne rozbieżności w poziomie życia pomiędzy imigrantami a społeczeństwem europejskim. Chodzi o to, aby z jednej strony godnie przyjąć emigrantów, z drugiej zaś, nie stracić tradycji i chrześcijańskich korzeni Europy. Podnoszący się ciągle w krajach EU standard życia i powszechnie przyjmowany liberalizm, mają niestety także negatywny wymiar. Jednym z jego aspektów jest spadek liczby osób religijnie praktykujących. Warto w tym miejscu poruszyć temat powołań do kapłaństwa czy życia zakonnego, co także jest powiązane z migracją. W Hiszpanii, uważanej za kraj o głębokiej kulturze i tradycji katolickiej, kryzys powołań jest bardzo widoczny. Przykład: Między innymi, zajmuję się duszpasterstwem powołaniowym dla Prowincji hiszpańskiej. Moja praca zaowocowała dwoma zgłoszeniami: pierwszy z Arequipa w Kolumbii – przebywający nie do końca legalnie w Hiszpanii i „podróżujący” od klasztoru do klasztoru. W rozmowie telefonicznej przedstawiał się jako diakon, na co posiadał dokumenty, jak się później okazało sfałszowane. Pewnego dnia nagle zjawił się w naszym klasztorze z walizkami, nie było innego wyjścia i trzeba było go przyjąć pod dach na 2, 3 dni. Szybko odkryłem, że przebywał już wcześniej w innych klasztorach i nie zgłosił tego. Co więcej, nawet był podejrzany o kradzież w jednym z poprzednich miejsc swego pobytu. Kiedy mu to oznajmiłem tak po prostu zniknął następnego dnia już przed 7 rano i słuch o nim zaginął (zostawił nawet niektóre swoje rzeczy…). Drugi z Gwinei Równikowej – przybył do Hiszpanii nielegalnie i szuka Zgromadzenia, które by go przyjęło „gwarantując” mu w ten sposób legalny pobyt. Nie posiadał wymaganego wykształcenia, więc zaproponowałem mu żeby je uzupełnił i wtedy porozmawiamy. Nauczony wcześniejszym doświadczeniem, nie chciałem przyjąć do naszego domu, a ten zamieszkał u pewnej staruszki w naszej parafii. Nie szukał sobie zajęcia czy pracy, biedna kobieta już miała dość takiej sytuacji i przeprowadziliśmy z nim rozmowę. Wyjechał i po pewnym czasie przysłał mi sms z Walencji, że szuka lepszej przyszłości i nie wie kiedy wróci. Jedną z konsekwencji spadku powołań jest kryzys małżeństwa i rodziny. Tutaj także uwidaczniają się pewne zagrożenia związane z migracją, gdyż bardzo często proces imigracji powoduje rozłąkę i rozstanie w rodzinie. Z powodu migracji ojca lub matki cierpi rozbita w ten sposób rodzina. Życie z dala od niej grozi wyobcowaniem lub przekształceniem się w robota pozbawionego uczuć i radości życia. W samej Ameryce Łacińskiej z pracy 1 migranta żyje 4 członków jego rodziny. Połowa dzieci wychowuje się tam w długotrwałej rozłące z rodzicami – 4 migrantami zarobkowymi, pozostając pod opieką innych osób. Natomiast w Ekwadorze aż 60 % nastolatków od 8 lat nie widziało któregoś ze swoich rodziców pracujących za granicą. Przykład: Istnieją tzw. „małżeństwa podwójne”, tzn. najczęściej jest to mężczyzna z krajów Ameryki Południowej, który odwiedza swoją rodzinę raz w roku, a pracując w Hiszpanii przesyła swoje zarobki dla żony i dzieci. W tym samym czasie mieszka w Hiszpanii z drugą żoną. Podobny problem jest też widoczny w Polsce, w Meksyku i w innych krajach o natężonej emigracji zarobkowej. Dla Kościoła Katolickiego przyjmowanie migrantów jest wręcz sprawdzianem jego katolickości. Wynika to z konieczności zaradzenia dramatycznej sytuacji przybyszów, często traktowanych nieufnie, jako ciężar lub nawet zagrożenie, co jest nie do przyjęcia z punktu widzenia wymogów Ewangelii. Angażując się na rzecz migrantów Kościół przyczynia się do wzrostu solidarności między grupami tworzącymi społeczeństwo. Samo duszpasterstwo migrantów ma podwójny wymiar. Pierwszym jest zaproszenie cudzoziemców do aktywnego udziału w działalności Kościoła lokalnego (grupy parafialne, ruchy kościelne, przygotowanie niedzielnych Eucharystii, itp.). Drugim wymiarem jest wspieranie narodowego życia migrantów, także poprzez tworzenie dla nich, gdy zachodzi taka potrzeba, parafii personalnych. Wielu bowiem młodych wywodzących się z rodzin migrantów jest ludźmi „bez korzeni i bez historii”, co rodzi wiele problemów osobistych, trudności z integracją społeczną, a nawet odchodzenie od wiary. Taka wspólnota narodowa staje się miejscem spotykania z wierzącymi rodakami i potwierdzeniem tożsamości chrześcijańskiej. Wniosek końcowy: Konieczna jest odważna i dalekowzroczna polityka integracji społecznej i kulturowej. Dla ludzi wierzących obowiązek troski o migrantów jest zakorzeniony w Słowie Bożym. Obecność migrantów wśród nas przypomina nam, że wolność i dobrobyt są darami, które jako takie mogą być zachowane, o ile są dzielone z tymi, którzy są ich pozbawieni. Kongres zwraca uwagę na to, że migranci to nie tylko grupa socjologiczna, ale przede wszystkim osoby, mające osobistą historię, swoją rodzinę i rzeczywistość społeczną, od której się oddaliły, aby przybyć do nowego kraju. Nie tylko mają ludzką godność, ale też przynoszą własną tradycję i kulturę. Cechuje je także wielka potrzeba akceptacji. Dlatego tak ważne jest, aby imigrantowi mogła towarzyszyć rodzina, dzięki której czuje się silny wobec lęków pojawiających się w nowym dla niego kraju. Każdy z nich winien być przyjęty w nowej rzeczywistości jako osoba ludzka, a nie jak rzecz, czy niewolnik lub tania siła robocza. Aby mogli oni przezwyciężyć lęki, muszą znaleźć się w środowisku, w którym realnie doświadczą bezpieczeństwa i miłości. Z tego względu sprawy dotyczące migracji zawsze powinny być rozpatrywane w wymiarze wspólnotowym i rodzinnym, a nie tylko z punktu widzenia sprawiedliwości i prawa. Zauważmy, że za sprawą migracji tereny misyjne przeniosły się na nasze podwórko. Nie trzeba już wyjeżdżać w dalekie strony, by znaleźć możliwość ewangelizacji, gdyż ci, którzy jeszcze nie znają Chrystusa, pukają do naszych drzwi, oczekując nie tylko pomocy ekonomicznej, ale także spotkania ze świadkami Chrystusa Zmartwychwstałego. Muchas gracias. Ks. Sławomir Wiktorowicz MSF Universidad Pontificia Comillas, Madrid.



0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
1. Wybierz kontynent
Na mocy pozwolenia Prymasa Polski z dn. 28 listopada 1983 r., zgodnie z postanowieniem VII Kapituły Generalnej i uzyskaniu zgody Rady Generalnej Towarzystwa Chrystusowego ówczesny przełożony generalny ks. dr Edward Szymanek TChr erygował 3 maja 1984 r. Instytut Duszpasterstwa Emigracyjnego ustanawiając dyrektorem ks. prof. Bogusława Nadolskiego. Bezpośrednim celem IDE było przygotowywanie specjalistycznych kadr w zakresie apostolatu Emigracyjnego. Jak powiedział ks. dr Józef Bakalarz TChr w wykładzie inauguracyjnym na rozpoczęcie działalności Instytutu, "ma on być sercem i motorem Ruchu Apostolatu Emigracyjnego praktykowanego w różnych formach i według różnych metod."

Instytut Duszpasterstwa Emigracyjnego im. Kard. Augusta Hlonda

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań
tel. +48 61 64 72 523, ide@chrystusowcy.pl

BANK PEKAO SA 36124065241111001023869649