loading...

Wpisz miasto w którym przebywasz,
aby odnaleźć Mszę Świętą w języku polskim.

Zamknij wpis

Dr Andrzej Pawłowski, Zebranie Plenarne PRDEZ, Zakopane 12-14.10.2012 r.

Jak zachować, tworzyć i rozwijać chrześcijańską przestrzeń życia (ch.p.ż.)
dla polskich rodzin za granicą - szczególna rola i zadania Polskich Misji Katolickich.

 

Wiodącym tematem mojej wypowiedzi jest przeanalizowanie znaczenia PMK w zachowaniu i przekazaniu kultury chrześcijańskiej.

Analizując zadany temat spotkania stwierdziłem, że aby go osadzić w realiach i konkretnie rozwinąć trzeba najpierw ustalić co ma na celu to działanie, kto ma być jego adresatem a kto wykonawcą.

Cel wydaje się być oczywisty - lepiej i łatwiej jest żyć po chrześcijańsku gdy otacza nas przestrzeń chrześcijańskiej kultury.

Uczestniczenie w ch.p.ż. ma szczególne znaczenie w warunkach emigracyjnych. Pomaga bowiem:

- stworzyć optymalne warunki rozwoju osoby i wiary

- zachować chrześcijańskie wartości wyniesione z Polski,

- zapobiec alienacji emigranta w nowym środowisku i idącej za tym degradacji społecznej oraz

destrukcji tożsamości narodowej i religijnej,

- ułatwić integrację w nowym społeczeństwie,

Rzeczywistość współczesnego świata jest jednak taka, że w swej masie nie jest on chrześcijański, a w zachodniej Europie staje się nawet antychrześcijański. Mało istotne i coraz mniej zrozumiałe stają się też dla przeciętnego Europejczyka elementy chrześcijaństwa wszechobecne w dorobku kulturalnym cywilizacji łacińskiej. Nie rozumie on właściwego sensu katedr których piękno podziwia, w wielu miastach, gdzie żyje. Podobnie jak nie rozumie szacunku dla życia czy przewagi miłości nad siłą. Tak więc pozostaje nam żyć w znacznie ograniczonej (ilościowo) przestrzeni kultury chrześcijańskiej, którą to przestrzeń musimy pielęgnować i rozwijać, a czasem wręcz, zwłaszcza w oderwanej od Macierzy diasporze emigracyjnej, od nowa tworzyć.

Oczywiste jest, że dla tak kompetentnego w tych zagadnieniach grona słuchaczy nie będzie w moim wystąpieniu żadnych odkrywczych rewelacji. Postaram się jednak przypomnieć najważniejsze zagadnienia, aby sprecyzować dyskusję w grupach, które powinny być forum wymiany doświadczeń poszczególnych PMK oraz wypracować konkretne uwagi i wskazania do tej niezwykle istotnej sprawie.

I. Chrześcijańska przestrzeń życia

Człowiek jest ze swej natury osobą społeczną. Potrzebuje społeczności do zaspokojenia swoich potrzeb materialnych, potrzebuje jej także dla rozwoju swojego ducha i wiary.

Nauka i doświadczenie Kościoła od samego początku wskazuje na podstawowe znaczenie wspólnoty chrześcijańskiej w dążeniu do zbawienia. Jest to także oczywiste z punktu widzenia psychologi i socjologii.

I nie chodzi tu tylko o grupę społeczną, lecz przede wszystkim o przestrzeń duchową tworzoną przez tą wspólnotę, w której każdy będzie mógł się indywidualnie odnaleźć.

Czy zapewniają nam dziś tę przestrzeń, funkcjonujące powszechnie struktury społeczne?

Niestety nie! Chrześcijaństwo zostało wypchnięte, zwłaszcza w Europie zachodniej, z życia społecznego.

Nawet w Polsce powszechna dotychczas ch.p.ż. w ostatnich latach gwałtownie się kurczy. Zniknęła prawie całkowicie z mediów, z polityki i życia samorządowego wyższego i średniego szczebla, ze szkół i przedszkoli, z uniwersytetów i miejsc pracy. Jej namiastką, są jeszcze parafie i sołectwa, ale i tu coraz szerzej wkrada się lewacka poprawność polityczna i spaczona idea rozdziały Kościoła od państwa. Podobne podejście znajdujemy niestety także w Polonii, gdzie samorządy i PMK są często zupełnie od siebie odizolowane.

W warunkach emigracji polskiej zjawiska te są jeszcze bardziej nasilone ponieważ:

- W bogatych krajach, zwłaszcza europejskich, dokąd emigrują Rodacy, procesy laicyzacji społeczeństwa są bardziej zaawansowane niż w Polsce.

- Imigrant jako obcy kulturowo ma znaczną trudność we włączeniu się w życie ekskluzywnych kręgów kościoła lokalnego, gdzie funkcjonuje wprawdzie ch.p.ż., ale w innym języku i tożsamości.

- Samorząd polonijny, oficjalne placówki kultury i szkoły polskiej są od lat dechrystianizowane przez polskie służby dyplomatyczne i promują laicką oraz kosmopolityczną poprawność polityczną. A równocześnie katolickie środowiska polonijne są izolowane i nie mają właściwego wsparcia ze strony Państwa Polskiego.

Tak więc musimy pielęgnować wartości przywiezione z Polski i na nich budować ch.p.ż., dla naszego środowiska polonijnego.

Ktoś zarzuci - chcecie robić katolicko-polskie getto.

Nie getto tylko wspólnotę. I nie zamkniętą, lecz szeroko otwartą na lokalne elementy i formy kultury chrześcijańskiej. Wspólnotę będącą naturalnym elementem Kościoła Powszechnego - w poszanowaniu jego regionalnej struktury i równoczesnym otwarciu na kultury poszczególnych narodów. Tak więc władzą jest miejscowy biskup, a szczególna inspiracja formy życia chrześcijańskiego płynie z Polski.

Wspólnota ta powinna być oczywiście otwarta dla poszukujących, a równocześnie musi się ona zamykać i chronić przez wpływami antychrześcijańskimi.

Nieodparcie nasuwa się na myśl analogia do zawieszonych w masie pogaństwa wspólnot wczesnochrześcijańskich w pierwszych wiekach Kościoła.

Teoretycznie można by spróbować przywrócić chrześcijaństwo zlaicyzowanym społeczeństwom, w których znaleźliśmy się. Szczególnie w tym roku wiele mówi się w Kościele o potrzebie nowej ewangelizacji. Jest to jednak szalenie trudne, gdyż procesy spoganienia posunęły się już bardzo daleko i objęły przeważającą część ludzi. W warunkach diaspory wydaje się to prawie niemożliwe ze względu na jej niewielką liczebność i obcość kulturową. A jednak historia Kościoła wskazuje wiele przykładów, gdzie niewielka grupka potrafiła swą żarliwością przekonać i zachęcić do swojej religii nawet całe narody. Na tym polega przecież fenomen misyjności Kościoła. Polskie Misje Katolickie swym przykładem pełniły i nadal pełnią taką rolą w wielu miejscach na świecie.

Jednak każda lampa wreszcie się wypali gdy braknie w niej „oliwy” przywiezionej z Polski, a nie będzie się tu, wśród Polonii tworzyć i dolewać nowej. Nie przekaże wiary, kto sam wątpi i od niej odchodzi. Nie będzie misyjna wspólnota, która sama nie stworzyła i nie rozwija ch.p.ż.

Trzeba więc przy PMK tworzyć katolickie szkoły, przedszkola, drużyny harcerskie, chóry, modelarnie, kluby sportowe, gazety, zespoły artystyczne czy koła zainteresowań.

Pewnie ktoś zapyta - jak można się po chrześcijańsku uczyć się gotować, czy grać w piłkę. Zdecydowanie można - gdy wszystkie te środowiska będą przede wszystkim wychowywać i pogłębiać wiarę, a nie tylko uczyć i bawić. Jest bowiem nawet ważniejsze w jakim duchu się coś robi, niż co się robi. Nie może być bowiem środowiska duchowo obojętnego. Albo nas ono udoskonala, albo gorszy. Obojętność, neutralność czy tzw. apolityczność wobec dzisiejszej laickiej „poprawności”, jest de facto jej popieraniem.

II. Dla kogo trzeba budować ch.p.ż.?

W dzisiejszej dyskusji zajmiemy się tworzeniem ch.p.ż. dla Polaków żyjących za granicą, a zwłaszcza dla

- rodziny polskiej (małżonków, dzieci, dziadków) oraz dla

- osób w stanie przedmałżeńskim, które kiedyś założą przecież rodziny czy to za granicą, czy z

powrotem w Polsce.

Skąd taka perspektywa widzenia - właśnie przez rodzinę?. Odpowiedź wydaje się oczywista - bo w rodzinie odbywa się zasadniczy proces przekazywania wiary, dla którego kontynuacji i utwierdzenia niezbędna jest ch.p.ż.

Trzeba jeszcze sprecyzować która część emigracji najbardziej potrzebuje ch.p.ż..

Najbardziej istotne dla przekazu wiary są nowe zjawiska obserwowane w ostatnich falach emigracji i nimi się nieco zajmę.

Pokolenie emigracji solidarnościowej i posolidarnościowej to jeszcze ludzie wychowani w tradycyjnej religijności polskiego domu. Pod tym względem istotnie przeważali nad przeciętną religijnością społeczeństwa, do którego przybyli. Podstawowym problemem było raczej, jak wychować w nowych warunkach dzieci, a mniej, jak zachować własną wiarę. Również kościół był powszechnie dostępny, a religia akceptowana i w wielu środowiskach nadal doceniana.

Najnowsza emigracja, jest stosunkowo młoda i w swojej masie średnio lub powierzchownie wykształcona. Tak, jak i całe polskie społeczeństwo, wynosi z domu coraz mniej tradycyjnej wiary. Rzadziej spotyka się osoby o dojrzałej religijności, natomiast coraz częściej widzi się ludzi o światopoglądzie zniekształconym przez promowane medialnie laickie wzorce, często antyreligijne. Podobnie też, dużo słabiej wykształcona jest, oparta na chrześcijańskich normach, tożsamość narodowa. Jej miejsce zajmuje, powszechnie już rozpowszechniona, postawa bezpaństwowego, różnojęzycznego konsumpcjonizmu. Niestety znaczna część osób, nawet doskonale wykształconych, zamknęła swój rozwój religijny gdzieś tam na bierzmowaniu nastolatka, a ich tożsamość narodowa często ogranicza się do wzruszeń z naszych przewag towarzyskich czy sportowych.

W przeszłości wyjeżdżali głównie ci najbardziej przebojowi, zwykle nieźle wykształceni, którzy chcieli mieć lepiej i żyć w wolności. Ci, którzy dla tych wartości potrafili zaryzykować wszystkim.

I dzisiaj jest wśród nowych emigrantów, a raczej migrantów, grupa ludzi o wielkim potencjale, lecz ich motywy ograniczają się w olbrzymiej większości jedynie do tego, by „mieć lepiej i więcej”.

Nową emigrację tworzą jednak w swej masie, ludzie coraz bardziej przeciętni - nie trzeba już bowiem ryzykować wszystkim. Coraz częściej wyjeżdżają właśnie ci, którzy są mniej przedsiębiorczy, słabiej przygotowani do życia i przez to trudno im znaleźć pracę w Polsce. Wyjeżdżają, bo muszą, a nie, że chcą. Coraz częściej się też im nie udaje i wracają po pewnym czasie z powrotem.

Nowa emigracja jest więc coraz bardziej zbliżona do laickiej przeciętnej kraju osiedlenia.

Jednak pragnę podkreślić, że jest wśród nowych emigrantów i chyba będzie w najbliższych latach wzrastać, grupa młodych absolwentów szkół czy nawet uniwersytetów polskich, którzy pomimo starań i kwalifikacji nie są w stanie znaleźć pracy w kraju. Znajdują się wśród nich i tacy, którzy z rezerwą spoglądając na dzisiejszy świat i trwają czy wracają do chrześcijańskich i narodowych wartości, o ile już nie rodziców, to dziadków. Ta grupa powinna być przedmiotem szczególnej troski. Ona także najbardziej potrzebuje, może skorzystać jak i współtworzyć ch.p.ż. w danym środowisku emigracyjnym.

III. Nowy świat, nowa emigracja - nowe problemy

Wydaje się, że stopień trudności dla dzieła Polskich Misji Katolickich jest coraz wyższy.

Mają one nie tylko dać polskojęzyczną posługę duszpasterską Rodakom, którzy przychodzą na polską mszę św., bo szukają tam kontynuacji dotychczasowego życia w Polsce.

Muszą także odnaleźć polskich emigrantów zagubionych w wielonarodowej obojętnej i niereligijnej masie. Odnaleźć i zachęcić, aby chcieli wejść w polskojęzyczne środowisko religijne.

Jest to konieczne, aby zapobiec procesowi degradacji religijnej przybysza z Polski. Jest to też niezbędnie potrzebne dla młodego pokolenia wychowywanego w coraz bardziej zlaicyzowanych polskich czy mieszanych rodzinach.

Wyrwani ze swego świata imigranci i ludzie młodzi są najbardziej podatni na mocno promowaną przez ponadnarodowe lobby antychrześcijańskie „neutralność” religijną, co jest de facto zwalczaniem chrześcijaństwa. Coraz częściej podobieństwo w antychrześcijaństwie jest istotniejsze niż przynależność narodowa i staje się pierwszą płaszczyzną integracji z „atrakcyjnymi”, zwłaszcza dla młodych, sferami lokalnego społeczeństwa. Daje przepustkę z „zaściankowej” polskości do „nowoczesnej, otwartej” europejskości. Oczywiście jest to jedynie integracja pozorna, a właściwie asymilacja, za ceną podstawowych wartości, które się dla niej porzuca. Nadal będą też oczywiście funkcjonować normalne granice językowe i kulturowe, które przecież nie znikną automatycznie. Jestem przekonany, że pozytywna integracja ze społeczeństwem pozbawionym chrześcijańskiej miłości bliźniego, ze swej natury wyzyskującego słabszego, jest prawie niemożliwa. A przecież asymilacja z pogaństwem nie jest katolikowi potrzebna - wręcz przeciwnie.

Dotykamy tu problemu znalezienia lub stworzenia sobie, w miejsce antyreligijnego społeczeństwa, polskojęzycznej ch.p.ż, która jest naturalnie otwarta dla analogicznej przestrzeni osadzonej w kulturze kraju osiedlenia.

Podobnie trudno jest człowiekowi młodemu, który może już urodzony na emigracji wzrastał w bardziej czy mniej katolickiej polskiej rodzinie. Jeszcze nie w pełni ukształtowany trafia do laickiej szkoły, która przez swój program i charakter wskazuje na pogańskie wzorce i odsuwa go Boga. I nic nie pomoże tutaj lekcja religii, też dokrojona do antyreligijnej normy. I, o ile jeszcze w przedszkolu czy w najmłodszych klasach, wpływ rodziny katolickiej może skutecznie wyrównywać te straty, to później, zwłaszcza w okresie dojrzewania, nie jest to już możliwe.

Oczywiście, młody człowiek wybiera w sumie sam. Ale jak można wybrać coś, co mu przez lata konsekwentnie obrzydzano i ośmieszano? Czy odważy się sam stanąć wbrew szyderczej większości? Czy potrafi uwierzyć prawdzie rodziców, gdy cały świat, szkoła, koledzy a nawet jego dorastająca natura ją neguje? W olbrzymiej większości przypadków sobie nie poradzi - uzna Kościół za głupstwo i zacznie odchodzić od Pana Boga.

I o ile w Polsce powrót do intensywnej praktyki religijnej znajduje się jeszcze na wyciągnięcie ręki i jest zazwyczaj pozytywnie przyjmowany przez rodziców i znaczną część społeczeństwa, to na emigracji znalezienie i włączenie się w chrześcijańskie środowisko staje się coraz trudniejsze. I, choć póki co jeszcze obojętnie odbierane przez otoczenie, to wydaje się, że już wkrótce będzie ono oceniane i traktowane coraz bardziej negatywnie. Laicka „tolerancja” nie toleruje bowiem chrześcijaństwa.

Ten młody człowiek potrzebuje koniecznie chrześcijańskiego świata, gdzie nauczyciel mówi to samo, co ojciec. Gdzie koledzy też chodzą do kościoła, a ksiądz jest przewodnikiem i przyjacielem, a nie nadętym nieudacznikiem. Gdzie zło nazywa się złem i usiłuje się wyplenić, a dobro jest doceniane. Gdzie w przygodach i zabawie z przyjaciółmi - na wycieczce, obozie, kursie tańca czy w sportowej rywalizacji obowiązują te same zasady. Gdzie wreszcie starszy rówieśnik mówi to samo, co mama i nauczyciel, tylko że w nowocześniejszym języku. Gdzie trzeba sięgnąć po godną książkę czy film, które pokazują , że istniał i nadal istnieje także świat piękna i miłości.

Dlatego tez szczególnie dla nich - młodych wiekiem, czy „stażem” emigracyjnym musimy my, dorośli i dojrzali tworzyć ten inny, normalny świat - tworzyć ch.p.ż.

Ciągle zmieniają się także warunki pracy PMK. W wielu miejscach nie jest ukończony proces normalizacji form ich działania. Często faktycznie funkcjonujące pełnowymiarowe polskie parafie są zawieszone w tymczasowości, która trwa czasem już kilka pokoleń, a rzeczywiści rektorzy mają przeróżne kompetencje i przedziwne tytuły. To oczywiście nie pomaga, choć staranie kapłanów i żarliwość wiernych czyni czasem cuda, tak że tworzą oni rzeczywiste polskie parafie i PMK.

W ostatnich dwudziestu latach obserwujemy też zjawiska osłabiające integrację Polonii wokół jej Misji. Oczywiście pierwszorzędną rolę odgrywają tutaj ogólne tendencje laicyzacyjne panujące w społeczeństwach europejskich, a także nowa jakość migrantów.

Paradoksalnie, w krajach europejskich pewne znaczenie odgrywa tu też otwarcie granic do Polski, które umożliwia częste wyjazdy nawet na sobotę-niedzielę. Oczywiście łatwiejsze kontakty z Krajem i pozostającą w nim rodziną odgrywają niezmiernie pozytywną rolę w życiu emigrantów. Jednak często w rezultacie pozostają oni poza duszpasterstwem, a niedziela przestaje być niedziela.

Rozwój internetu ma wpływ na duszpasterstwo polonijne. W coraz większym stopniu zabezpiecza bowiem potrzeby emigrantów, którzy przychodzili „pod kościół”, gdzie od zawsze i wszędzie funkcjonowała giełda wymiany informacja i załatwiania przeróżnych spraw. Obecnie ta niezwykle żywa przestrzeń życia polonijnego coraz bardziej się kurczy i przenosi na ekran monitora. Spod kościoła, łatwiej było też trafić i do niego, bo często, choć motywacja nie zawsze najbardziej godna, skutek okazywał się chwalebny. Zresztą nie raz duszpasterze wychodzą również pod kościół, aby spotkać ludzi i zaprosić ich do środka. Podobnie działa też przykład wiernych udających się na mszę św. Gdy nie ma ludzi pod kościołem, nie maja oni szans trafić do niego.

PMK są nadal najbardziej dostępnym i najliczniejszym środowiskiem polskim na emigracji.

IV. Gdzie i jak stworzyć ch.p.ż. dla polskich migrantów?

Aby stworzyć ch.p.ż. nie wystarcza już tylko tradycyjnie pojmowane duszpasterstwo. Niezbędna jest dobrze działająca parafia polska wspierana przez rektorat PMK. Taka parafia może też uzupełniać organizowane filialnie niepełne duszpasterstwa polonijne.

Pragę podkreślić, że sama obecność polskiego kapłana i msza św. po polsku w lokalnej parafii nie spełnia zadań duszpasterstwa polonijnego, ponieważ nie jest w stanie wypełnić większości warunków koniecznych do stworzenia polskiej ch..p.ż niezbędnej dla świeżych imigrantów i młodzieży. Owszem, może to być polskojęzyczna liturgia i spowiedź dla osób w pełni zintegrowanych z lokalnym społeczeństwem i uczestniczących w funkcjonującej lokalnej ch.p.ż.

Aby stworzyć ch.p.ż. muszą równolegle do siebie funkcjonować:

1. Miejsce i formy kultu i życia sakramentalnego, czyli kościół

2. Katecheza dzieci i młodzieży - prowadzona w języku polskim i w harmonizującej z wychowaniem w rodzinach tradycji polskiej lub mieszanej.

3. Katecheza dorosłych

- katecheza młodzieży pracującej i studiującej ze szczególnym uwzględnieniem dalszego i bliższego przygotowania do małżeństwa

- permanentna katecheza dla dorosłych, ze szczególnym uwzględnieniem małżonków

- specjalna katecheza dla osób pozostających w związkach niesakramentalnych

- w miarę potrzeby katecheza stała lub okazjonalna dla innych stanów lub grup zawodowych.

(np. służby publicznej, nauczycieli, służby zdrowia itp)

4. Grupy chrześcijańskiej formacji życiowej dla każdego wieku i stanu.

- katolickie ruchy religijne:

dla dzieci i młodzieży - np. Oazy, Rycerstwo Niepokalanej, Schola, Ministranci, KMK itp.

dla dorosłych - jak np. Kręgi Rodzin, Koła Różańcowe

- Akcja Katolicka

- organizacje wychowawcze np. Harcerstwo

- stowarzyszenia i grupy zainteresowań - kulturalne, sportowe, turystyczne itp.

5. Szkoła - uzupełniająca język i kulturę polską oraz braki w przekazie chrześcijańskich elementów kultury lokalnej, które pomijane są w programach laickich lokalnych szkół powszechnych.

6. Lokalne polskojęzyczne lub dwujęzyczne media chrześcijański - głównie strony internetowe, także audiowizualne, a także gazety.

7. Polskojęzyczne i dwujęzyczne katolickie biblioteki oraz wideoteki.

8. Struktury samopomocowe

- poradnia rodzinna

- koło Caritas

9. Rada Laikatu - czyli samorząd i forum wymiany poglądów liderów poszczególnych środowisk.

10. Misyjne świadectwa dla poszukujących i otwarcie się na działanie Kościoła lokalneg

11. Dom parafialny

Omawiając te poszczególne zagadnienia powinniśmy zwrócić największą uwagę na pozycje 4-11. Nie są one absolutnie najważniejsze, ale właśnie one wymagają szerokiego zaangażowania laikatu, który musi przejąć odpowiedzialność za ich realizację.

Ad 1. Kościół. Każde Misja zabezpiecza możliwość mszy św. i spowiedzi w języku polskim, zarówno w parafiach, jak i filiach.

Ad 2. Katechezę dzieci w j. polskim prowadzi znaczna część większych parafii do poziomu 5-6 klasy. Znacznie trudniej jest z katechezą starszych dzieci i młodzieży.

Ad 3. Katecheza dorosłych, to chyba nadal domena przyszłości. Stopień trudności zwykle przerasta możliwości pojedynczego duszpasterstwa.

Niezwykle istotne solidne przygotowanie do małżeństwa (wg zaleceń Episkopaty Polski, co najmniej 10 spotkań w okresie roku) powinno być realizowane siłami większych parafii i Rektoratów PMK.

Sprawdzona metodą permanentnej katechezy dorosłych jest coniedzielne 10-cio minutowe czytanie tzw. katechizmu płockiego przed mszą św.

W większych Misjach należy dołożyć wszelkich starań o przeprowadzanie co najmniej raz w roku rekolekcji obejmujących w programie także solidne nauki dla małżonków i osób w związkach niesakramentalnych. Należy na nie zapraszać także wiernych z małych duszpasterstw, gdzie nie można przeprowadzić osobnych rekolekcji.

PMK powinna okresowo organizować także rekolekcje, dni skupienia dla podstawowych grup zawodowych, zwłaszcza tych, które mają wpływ na kształtowanie innych osób.

Ad 4. Grupy chrześcijańskiej formacji życiowej, a właściwie ich podstawowe jednostki są na tyle małe, że mogą się w nich rozwinąć więzi indywidualne. W każdej z nich, niezależnie od profilu zainteresowań, powinna być prowadzona formacja. Wspólna, na regularnych cotygodniowych, czy comiesięcznych spotkaniach, a także kierowana formacja własna w czasie pomiędzy zbiórkami (zadania, postanowienia). Lider grupy musi być równocześnie odpowiednio przygotowanym animatorem formacji. Każda taka struktura powinna posiadać opiekuna duchowego - kapłana, asystenta kościelnego.

Szczególne znaczenie mają małe grupy rówieśnicze, które w okresie dojrzewania młodzieży stają się podstawowym środowiskiem wychowania, a ich nieco tylko starsi liderzy - największym autorytetem. Niezwykle cenne są one dla mało zintegrowanej z otoczeniem młodzieży i dzieci 1-go i 2-go pokolenia emigracyjnego (a jest to skala nawet do 1 mln. młodych Polaków) i to nawet wśród dzieci dwujęzycznych, bo przecież integracja kulturalna następuje znacznie później niż nawet doskonałe opanowanie języka.

W warunkach życia polonijnego do ogólnie znanych wartości wychowawczych tych grup dochodzą jeszcze dodatkowe elementy:

- Polska grupa rówieśnicza rozwija własne, dojrzałe poczucie tożsamości narodowej, tworząc najbliższe, czyli najpotrzebniejsze i najbardziej atrakcyjne mikrospołeczeńtwo w kulturze i języku polskim.

- Wypełnia ewentualne niedostatki w tym zakresie powstające w rodzinach mieszanych, lub w przypadkach błędnego dążenia rodziców do przyśpieszenia integracji, poprzez zaniechanie wychowania dziecka we własnej kulturze.

- Daje możliwości pełnego uczestnictwa w niej dziecka zgodnie ze swymi uzdolnieniami, poglądami i zainteresowania.

Dzieci pozbawione takiej grupy zmuszone są wchodzić w obce kulturowo, w stosunku do kultury w rodzinie, lokalne grypy rówieśnicze, zwykle jedynie koleżeńskie, gdzie znajdują się na zaniżonej pozycji. Chcąc to zrekompensować usiłują zatuszować oczywistą odmienność i nie rozwijają swych wartości polskich, a także b. często również katolickich i rodzinnych. Usiłują zaimponować różnymi pseudowartościami zastępczymi, często negatywnymi. Stwarza to ewidentne zagrożenie wychowawcze.

- Zapobiega izolacji dziecka.

- Łagodzi konflikt międzypokoleniowy na płaszczyźnie tożsamości narodowej gdy dzieci w ogólnej negacji rodziców, zaczynają także negować ich zachowana w obcym środowisku narodowość.

- Zabezpiecza przed negatywnym oddziaływaniem, zwykle bardziej niż rodziny polskie zliberalizowanego i areligijnego lokalnego środowiska młodzieżowego.

Podkreślić należy znacznie większa odpowiedzialność rodziców za tworzenie i popieranie grup rówieśniczych w warunkach emigracji. Nie wyręczy ich tu bowiem ani państwo, ani szkoła, ani też często ukształtowana tradycja i wieloletnia ciągłość działania tych środowisk (szczególnie w nowej emigracji) jak to jest czasem w Polsce. Znacznie trudniej jest też skonsolidować polską młodzież rozrzuconą w różnych lokalnych szkołach i mieszkającą w różnych miejscach.

Absolutnie podstawowa sprawą w tej sytuacji jest oparcie tych grup o duszpasterstwa, dobrze rozwinięte w całej Polonii.

Wszelkie rodzaje grup formacyjnych powinny korzystać z doświadczeń analogicznych struktur w Polsce. One też jako elitarne mogą one łatwiej, i z obopólną korzyścią, zbliżyć się do podobnych w kościele lokalnym.

Ad 5. Szkoły. Niestety funkcjonujące w największych skupiskach Polonii oficjalne szkoły tzw. ambasadzkie nie spełniają wskazanych powyżej oczekiwań. Tak więc należy rozwijać i tworzyć przy większych duszpasterstwach polskie szkoły uzupełniające (sobotnio-niedzielne), najlepiej równocześnie z grupami rówieśniczymi. Wymaga to zabezpieczenia lokalowego i także finansowego.

Warto, gdzie tylko jest możliwe korzystać też z lokalnych autentycznych, nie tylko z nazwy, szkół katolickich, o ile takie istnieją.

Niezmiernie istotny jest osobiste zaangażowanie rodziców i autorytetów środowiska w Kołach Przyjaciół szkół, czy grup młodzieżowych.

Ad 6. Media katolickie. W wielu większych duszpasterstwach i chyba wszystkich PMK wydawane są czasopisma lokalne. Najczęściej są to miesięczniki, a wyjątkowo tylko tygodniki. Prawie wszystkie też mają kłopoty materialne (rzadko są samofinansujące się) i redakcyjne. Ich zawartość i forma najczęściej jest bardzo ograniczona. Jest to zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę złożoność zagadnienia i nowe uwarunkowania epoki, gdzie królują media elektroniczne, a gazety finansowane są głównie z reklam. Ale jednak, równocześnie przy kurczeniu się wielkich tytułów, następuje renesans czasopism lokalnych. Tak więc zapotrzebowanie na naszą swojska gazetę (zwłaszcza w średnim i starszym pokoleniu) nadal istnieje. Podobnie jest także w środowiskach emigracyjnych. W diasporze jest jednak niezwykle trudno robić gazetę, która spełniałaby wszystkie oczekiwania - podtrzymywała kulturę polską, pogłębiała formację chrześcijańską, przynosiła ciekawe i dobre wiadomości z Polski, ze świata i kraju zamieszkania, oraz co chyba najważniejsze mówiła o ludziach i sprawach naszego środowiska polonijnego. Na domiar złego, by być aktualna powinna być co najmniej dwutygodnikiem. Toż to program dla profesjonalnej dużej redakcji, a nie grupki zapaleńców z PMK, czy nawet poszczególnych duszpasterstw.

Sprawdzonym rozwiązaniem jest „małżeństwo” z którąś z dużych polskich gazet katolickich (np. Gość Niedzielny czy Niedziela), które zabezpieczają część formacyjną, informacyjną, jak również kulturalno-patriotyczną. Nam pozostaje „tylko” redagowanie co dwa tygodnie kilkustronicowej wkładki o naszych lokalnych aktualnościach. Przy dzisiejszej prostocie przesyłu informacji, druku, składu i wreszcie transportu taka regularna współpraca jest zupełnie realna (wiedeńska nasza wspólnota realizowała ją z sukcesem przez kilka lat jeszcze w epoce przedinternetowej). Wspomniane doświadczenie uczy też, że rodacy chętnie kupują gazetę katolicka, gdy zawiera ona także aktualności z życia ich duszpasterstwa). Duża gazeta z wkładką, załatwia też problem materialny, bo koszt wkładki pokryty jest przez marżę jaką uzyskuje się przy zamówieniu większej ilości czasopisma.

Internet, jak każdy wynalazek, stał się rzeczywistością i powinniśmy zrobić wszystko, aby służył, a nie szkodził człowiekowi. Jest to szczególnie istotne w diasporze, gdy stał się on najprostszą, a często prawie jedyną drogą spotkania z Rodakami. Oczywiście, jak każda nowość opanowuje on na początku młode pokolenie. Nie jest w tym nic złego gdy korzysta się z dobrych stron i traktuje internet jedynie jako źródło potrzebnej wiedzy i pobieżnego kontaktu.

Niestety często się zdarza,że przestrzeń wirtualna staje się wiodącą przestrzenią w której żyje dany człowiek. Pamiętajmy jednak, że zawsze pozostanie ona jedynie wirtualnym przybliżeniem rzeczywistości i nigdy nie zastąpi rzeczywistej ch.pż, zwłaszcza w sprawach tak osobistych jak wiara czy tożsamość.

Powszechność internetu skutkuje tworzeniem się wirtualnych quasi-społeczności w skali poszczególnych krajów, jak i całej Polonii. Społeczności internetowe są ze swej natury bardzo powierzchowne i wbrew pozorom anonimowe oraz mało indywidualne. Pozornie atrakcyjna wielka ilość kontaktów nie przekłada się na ich jakość. Istotną sprawą jest poza tym łatwość niejawnego wpływania decydentów danego forum na jego treść czy światopogląd i wypaczanie prawdy przez publikowanie tendencyjnych opinii. Stąd też niestety olbrzymia część tych społeczności nie ma charakteru chrześcijańskiego, a często jest wręcz antyreligijna.

Twórzmy więc dobre strony internetowe, także dla naszych lokalnych Polonii i korzystajmy z dobrych stron tworzonych w kraju. Z powodzeniem pełnią one też rolę lokalnej telewizji i radia. Oczywiście najkorzystniej byłoby zjednoczyć wysiłki redakcji gazet i stron co najmniej na poziomie tej samej PMK.

Ad 7. Katolickie biblioteki oraz wideoteki polskojęzyczne i dwujęzyczne.

Wydaje się,że najważniejszą sprawa jest tu opracowywanie przewodników wskazujących cenne pozycje, dostosowanych do wieku i modelu zainteresowań. Bowiem w masie dostępnych nam materiałów o nieznanej wartości, ani nauczyciel ani rodzic nie jest sobie sam z tym poradzić. Powinno się korzystać w tym zakresie z opracowań dużych krajowych ośrodków Namiastką tego była sieć wideotek parafialnych zaproponowana w 2000r. przez fundację Lux Veritatis.

Ad 8. Samopomoc. Wiele polskich duszpasterstw prowadzi okresowe akcje charytatywne, dla rodaków z Polski czy ze wschodu. W trudnych czasach lawinowej emigracji, zrobiło też bardzo wiele dla nowych przybyszów. Nadal też w miarę swoich możliwości w różnoraki sposób pomaga najbardziej potrzebującym, Zwykle jest to domena laikatu zaangażowanego w kołach Caritas.

Jednak wydaje się, że nie trudności materialne czy prawne są największym dylematem emigrantów.

Największe problemy to niemożność integracji z nowym społeczeństwem, a zwłaszcza większe niż w kraju trudności wychowawcze i małżeńskie. Stąd niezwykła potrzeba szeroko pojętych Poradni Rodzinnych, które świadczyłyby kompleksową pomoc o poradę - kapłana, lekarza, psychologa, pedagoga czy prawnika. Księża i instruktorzy tych poradni prowadziliby też kursy przedmałżeńskie. W ostatnich latach wiele zrobiono w tej dziedzinie zwłaszcza w Niemczech i Austrii.

Ad 9. Liderzy i samorządność. Hierarchiczność Kościoła nie pozostaje w sprzeczności z samorządnością laikatu. Oczywiście w sprawach sakramentów, liturgii i katechezy osobą powołaną jest kapłan. Laicy mogą w nich uczestniczyć jedynie w formie dla nich przewidzianej i z upoważnienia duszpasterza.

Inaczej jest w sprawach dotyczących świeckiego wymiaru życia chrześcijan - kultury, nauki czy formacji w grupach. Tutaj kapłan pełni asystencję duszpasterską, nadzoruje zgodność z chrześcijańskimi zasadami i doradza świeckim, którzy te środowiska na własną odpowiedzialność prowadzą.

Dlatego trzeba wyraźnie rozróżnić zadania, kompetencje i formę działania Rady Duszpasterskiej i Rady Laikatu, choć często bywają one prawie identyczne w swym składzie osobowym. W pierwszej, która się zajmuje sprawami duszpasterskimi, na czele stoi duszpasterz i on ma głos decydujący, podczas gdy pozostali jej świeccy członkowie mają mu doradzać i pomagać. Natomiast Radzie Laikatu przewodniczy świecki. Decyzje podejmowane są, zwykle przez głosowanie zgodnie z przyjętym statutem, według sumienia i na odpowiedzialność członków rady. Kapłan doradza i sprawuje posługę duszpasterską.

Zachowanie właściwych proporcji w tych wzajemnych powiązaniach wymaga sporego wyrobienia zarówno świeckich, jak i kapłanów. Jest to szczególnie trudne na emigracji. Stykają się tam bowiem dwie bardzo różne tradycje postępowania - polska, gdzie jest zaburzona równowaga na rzecz kapłana, który automatycznie, nawet bez osobistych zasług, uzyskuje w Polsce wysoką pozycję i splendor oraz „zachodnia” norma kościoła lokalnego, gdzie świeccy chcą demokratycznie przegłosować nawet prawdy wiary, a kapłaństwo jest traktowane jak każdy inny zawód, a nie powołanie.

Podkreślić należy, że potrzebne jest właściwe funkcjonowanie obu tych struktur. Niezbędne jest bowiem zachowanie równowagi w pryncypialności i samorządności jak i indywidualności poszczególnych środowisk i ich wspólnoty, niezbędnej do stworzenia ch.p.ż.

Niezbędne wydaje się działanie obu typu rad zarówno na poziomie poszczególnych parafii jak i całych PMK, i wreszcie w zakresie kontynentalnym.

ad.10. Otwarcie się katolickiego środowiska polskiego na działalność Kościoła lokalnego, współpraca i wymiana doświadczeń obustronnie nas ubogaca, zwiększa możliwości diaspory i ułatwia grupową i indywidualną integrację z miejscowymi katolikami i całym społeczeństwem.

Środowiska polskich katolików powinny też w miarę swych możliwości organizować działania przybliżające katolicyzm i duszpasterstwo polskie niewierzącym czy zagubionym Rodakom, a także i lokalnej społeczności.

ad 11. Zaplecze lokalowe jest absolutnie niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania wszystkich wskazanych powyżej elementów tworzących ch.p.ż. dla Polonii. Wspólne czasem dla kilku sąsiednich duszpasterstw.

V. Kto ma ten dobry świat budować?

Wskazałem na główne zakresy zadań, które trzeba zrealizować aby stworzyć ch.p.ż. dla Polonii.

Obejmują one tak obszerne treści, że oczywiście przekraczają możliwości pojedynczego człowieka. Nie podołają temu ani rodzice, ani sam kapłan czy nauczyciel.

Tworzenie tej przestrzeni jest obowiązkiem każdego chrześcijanina - oczywiście na miarę swych talentów i możliwości. Najważniejszą sprawą jest uświadamianie, że jego świadome zaniedbanie może być oceniane w kategoriach grzechu zaniedbania.

Szczególne zobowiązanie mają tu jednak rodzice i duszpasterze jako ci najbardziej powołani do przekazania i utrwalania wiary w swojej rodzinie i parafii.

I choć nie wszyscy mogą być obdarzeni wystarczającymi talentami do tworzenia dzieł wielkich, to jednak nie zwalnia ich to z obowiązku największej troski i odpowiedzialności za ich tworzenie. Nie zwalnia również od wspierania ich swą żarliwą modlitwą.

Niestety znaczna część katolików, nawet kapłanów nie angażuje się w to dzieło. Nie rozumieją oni bowiem jego znaczenia. Stojąc na uboczu pozbawiają się dobra, jakie niesie dla każdego ch.p.ż. narażają swoją wiarę, i tak już słabą, na frontalny atak zła z laickiego świata, który wybierają. Duszpasterze powinni uświadamiać i przypominać o tym wymiarze obowiązków chrześcijanina i o tych zagrożeniach.

Życie na obczyźnie, zwłaszcza w pierwszych latach wymaga wielkiego wysiłku, aby odnaleźć się w nowym środowisku. Wielu wydaje się, że szkoda tracić czas i energię na takie „luksusy”. Nic bardziej błędnego, bo cóż że zdobędziemy świat, jak po drodze w pogoni za nim zgubimy to, co najcenniejszego przywieźliśmy z Polski - wiarę naszą i naszych dzieci.

W warunkach emigracyjnych naturalnym i podstawowym środowiskiem wokół którego należy stworzyć ch.p.ż. są PMK, tylko one są w stanie w pełni podołać wskazanym powyżej zadaniom.

Stąd też, wynikające z tego faktu, specyficzne obowiązki którym podołać będą musieli kapłani PMK, znacznie szersze niż te, z którymi styka się proboszcz i wikariusz w Polsce. Od nich też, bardziej niż w kraju zależy zachowanie wiary wśród Rodaków i przekazanie jej młodemu pokoleniu. Będą oni na domiar złego pracować w diasporze, w izolacji od kraju, na dodatek w obcym zlaicyzowanym i zmaterializowanym świecie. Będą ich też dotykać te same problemy, co innych emigrantów. A mimo to właśnie duszpasterzy polonijnych oczekuje się również aktywnego i właściwego zaangażowania się w animację laikatu.

Część tych obowiązków spadnie również na Rektoraty PMK, jako że pojedyncze parafie polskie nie są w stanie samodzielnie poradzić sobie z różnorodnością potrzeb rodaków na obczyźnie.

W związku z tym chcę zwrócić uwagę na konieczność perfekcyjnego doboru i solidnego przygotowania kapłanów do pracy w Polonii.

Różne są czynniki wpływające na wybór kapłana i miejsca w świecie, gdzie będzie służył emigrantom. Oczywiście najważniejsze powinna być osobista decyzja oraz stosowne do potrzeb konkretnego miejsca posługi przygotowanie duszpasterskie i językowe. Wielokroć porównuje się pracę misjonarzy do zadań komandosów, którymi zostają tylko najlepsi z najlepszych. Nie inaczej jest też z duszpasterzami PMK. Niestety często o wyborze osoby i miejsca decydują inne uwarunkowania. Przełożeni diecezjalni i zakonni decydujący o tych nominacjach powinni być w pełni świadomi trudności zadań i nie wysyłać kapłana, gdy nie ma on odpowiednich predyspozycji i przygotowania.

Kapłani polonijni wywodzą się z wielu diecezji i zgromadzeń zakonnych. Wydaje się, że stopień trudności w przygotowaniu ich do pracy w PMK zwykle przekracza ich możliwości.

Warto byłoby jeszcze bardziej konsekwentnie skonsolidować te wysiłki opierając się na najbardziej doświadczonych np. Diecezji Tarnowskiej i Instytucie Duszpasterstwa Emigracyjnego zgromadzenia ks. Chrystusowców w Poznaniu, skąd wywodzi się wielu duszpasterzy PMK. Niezbędne byłoby tu też zaangażowanie laikatu polonijnego, który najbardziej kompetentnie może wprowadzić szkolonych w specyfikę poszczególnych krajów i środowisk emigracyjnych, jak również w zasady współpracy ze świeckimi w realizacji wielu niezbędnych zadań z pogranicza duszpasterstwa i życia społecznego. Tematyka ta powinna się znaleźć w programach przygotowywania kapłanów dla PMK.

Niezwykle istotne jest też szersze wprowadzenie problematyki emigrantów do pracy komisji i rad Episkopatu Polski, które powinny traktować tą wielomilionowa społeczność (oczywiście tylko pod względem merytorycznym, a nie prawnym) jak dodatkową, różnorodną i bardzo specyficzną diecezję. Wydaje się potrzebne, aby w pracach tych gremiów uczestniczyli eksperci z Polonii i na odwrót aby zostali ustanowieni delegaci poszczególnych komisji ds. współpracy z PMK. Dobrym, choć nieformalnym przykładem takich kontaktów była współpraca z Radą ds. Duszpasterstwa Rodzin, która zaowocowała wieloma ciekawymi inicjatywami.

Placówki kształcenia animatorów chrześcijańskiego życia społecznego w Polonii.

Ośrodki przygotowujące kapłanów powinny także rozszerzyć swą działalność i animować kształcenie organizatorów życia chrześcijańskiego w Polonii - głównie: nauczycieli, instruktorów harcerskich, animatorów innych grup młodzieżowych, kierowników zespołów artystycznych, klubów zainteresowań i sportowych, doradców dla poradni rodzinnych i kursów przedmałżeńskich, animatorów kręgów rodzin, organizatorów kół Caritas oraz redaktorów stron internetowych czy gazet polonijnych. Oczywiste jest, że jest to tylko możliwe przy skorzystaniu z pomocy różnych środowisk specjalistycznych w kraju, a także i w Polonii.

Placówki te powinny prowadzić szkolenia zarówno w Polsce, ale również na terenie poszczególnych PMK, zgodnie z ich specyfiką i potrzebami. Powinny też wybierać i polecać, a w razie potrzeby opracowywać materiały dostosowane do lokalnych warunków, także dwujęzyczne.

Pięknym przykładem jest tu przeprowadzone w Niemczech i Austrii studium instruktorów dla polonijnych (i nie tylko!) poradni rodzinnych.

Mówiliśmy nieco o przygotowywaniu duszpasterzy i animatorów. Jednak podstawową troską jest jak znaleźć, w środowisku emigracyjnym, odpowiednią grupę chętnych, którzy chcieliby poświęcić się tej służbie, zwłaszcza spośród młodych.

Jest dość zrozumiałe, że powinny się znaleźć odpowiednie warunki i środki dla zaangażowania i motywowania duszpasterza, nauczyciela, czy dyrygenta chóru. Ale najważniejszy jest jednak 18-latek - instruktor harcerski czy animator oazy, on wychowuje tych najbardziej potrzebujących - dzieci i młodzież. Pamiętajmy, że ci młodzi są niezbędni dla naszych dzieci, w okresie gdy sami, z przyczyny oczywistego konfliktu pokoleń, nie będziemy mogli się z nimi porozumieć.

Zbyt często traktujemy młodych liderów jak niedorostków i oczekujemy, że będą realizować ich własne powołanie, pod nasze, dorosłych dyktando i dla naszego dumnego sukcesu.

Nauczyciel czy chórmistrz to zawodowcy, oni już wybrali, oni także w pracy w Polonii realizują swój zawód. Przed 18-latkiem jest jeszcze wszystko do spróbowania, a towarzystwo rówieśników jest zwykle bardziej atrakcyjne niż wychowywanie dzieciaków. Więc, gdy już trafimy na takiego kogoś, kto chce i potrafi pracować z młodzieżą, to wspierajmy go ze wszelkich sił i doceniajmy - bo na to zasługuje. I to nie z dorosłą pobłażliwością, ale autentycznie, jako kompetentnego partnera - bo faktycznie nim jest.

Właśnie dla młodych liderów musi się znaleźć poparcie dorosłych autorytetów. Dla nich też muszą być w pierwszej kolejności środki na szkolenie, czy wyposażenie. Troska o młodych liderów jest obowiązkiem i mądrością rodziców dzieci, które ci młodzi będą wprowadzać w życie. Dobry starszy druh-przewodnik, to kontynuacja wychowania rodzinnego. Byle jaki, to utrata ideałów wyniesionych z domu. I wcale nie wiadomo, czy wszystko co nasze dzieci pogubią w czasie „burzy i naporu” da się potem odbudować.

W środowiskach emigracyjnych, gdzie młodzi muszą i chcą się jak najszybciej zintegrować z lokalnymi rówieśnikami, znalezienie lidera dla polsko-kulturowej chrześcijańskiej grupy, jest niezwykle trudne. Dlatego już w czasach II RP stworzono system stypendialny dla młodych nauczycieli i instruktorów harcerskich, którzy chcieliby podjąć na pewien czas pracę w Polonii. Może warto wypróbować i taki sposób. Jest przecież w Polsce wielu instruktorów młodzieżowych, studentów, którzy może chcieliby wyjechać na rok czy dwa studiować za granicą i w zamian za stypendium, prowadzić polską grupę młodzieżową. Powiecie, kto to sfinansuje. Oczywiście przede wszystkim rodzice, bo to dla ich dzieci.

Przy tej okazji warto zawsze spojrzeć też na materialna stronę całego zagadnienia struktur tworzących ch.p.ż. Niezbędne koszty powinny być traktowane jako koszty duszpasterskie i pokrywane po części ze środków parafialnych, które przecież pochodzą od wszystkich wiernych, oraz częściowo przez same osoby bezpośrednio uczestniczące (lub ich rodziców) oraz przez katolickich darczyńców. W niektórych działaniach zobowiązane są lokalne diecezje czy władze, a w sprawach kształcenia kapłanów dla PMK ich macierzyste diecezje i zgromadzenia zakonne. Polscy katolicy za granicą powinni być także wspierani przez Państwo Polskie.

Pamiętajmy, że pieniądze w ten sposób zainwestowane sowicie się zwrócą w owocach duchowych, a często i materialnych. Niestety zbyt często źle pojęta oszczędność decydentów,duszpasterzy czy rodziców niszczy całe dzieło w zarodku.

Jestem przekonany, że właśnie tworzenie i pielęgnowanie ch.p.ż. w środowiskach polskich za granicą jest konkretnym, skuteczny i dostępnym dla każdego sposobem zachowania i promowania kultury chrześcijańskiej. A tą dość teoretyczną myśl powinniśmy przekuwać na praktyczną codzienność przez angażowanie się w realizację któregoś z wymienionych działań. I nie wolno nam stać obojętnie obok - ani kapłanowi ani świeckiemu.



0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
0 Ameryka Północna
1. Wybierz kontynent
Na mocy pozwolenia Prymasa Polski z dn. 28 listopada 1983 r., zgodnie z postanowieniem VII Kapituły Generalnej i uzyskaniu zgody Rady Generalnej Towarzystwa Chrystusowego ówczesny przełożony generalny ks. dr Edward Szymanek TChr erygował 3 maja 1984 r. Instytut Duszpasterstwa Emigracyjnego ustanawiając dyrektorem ks. prof. Bogusława Nadolskiego. Bezpośrednim celem IDE było przygotowywanie specjalistycznych kadr w zakresie apostolatu Emigracyjnego. Jak powiedział ks. dr Józef Bakalarz TChr w wykładzie inauguracyjnym na rozpoczęcie działalności Instytutu, "ma on być sercem i motorem Ruchu Apostolatu Emigracyjnego praktykowanego w różnych formach i według różnych metod."

Instytut Duszpasterstwa Emigracyjnego im. Kard. Augusta Hlonda

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań
tel. +48 61 64 72 523, ide@chrystusowcy.pl

BANK PEKAO SA 36124065241111001023869649