loading...

Wpisz miasto w którym przebywasz,
aby odnaleźć Mszę Świętą w języku polskim.

Zamknij wpis

4-6 października 2013 r. - Gődőlő (Węgry)

04 – 06 października 2013 r. odbyło się w Domu Rekolekcyjnym przy Sanktuarium Maryjnym Mariabesyno w Gődőlő koło Budapesztu, doroczne zebranie plenarne Polskiej Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej, na które przybyli rektorzy, duchowni, siostry zakonne i świeccy z krajów zachodniej Europy.

Komunikat Prasowy - 2013 r.

Anglii, Austrii, Danii, Francji, Luxemburga, Niemiec, Szkocji, Szwajcarii, Węgier, Włoch i Polski. Obradom przewodniczył ks. bp Wiesław Lechowicz, Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej. Tegoroczny temat spotkania brzmiał „Media w przekazywaniu wiary”.

W trakcie obrad, wysłuchano trzech referatów:

• redaktora Marcina Przeciszewskiego, prezesa Katolickiej Agencji Informacyjnej - „Obrona wiary i Kościoła poprzez media”.

• księdza Marka Ciesielskiego, duszpasterza z Bonn - „Duszpasterstwo w konfrontacji ze współczesnością - media w duszpasterstwie parafialnym”

• ojca Andrzeja Koprowskiego SJ, dyrektora programowego Radia Watykańskiego – „Media w przekazywaniu wiary”

Doceniono rolę mediów w duszpasterstwie parafialnym oraz wskazano na konieczność coraz bardziej profesjonalnego korzystania ze współczesnych środków komunikacyjnych w ewangelizacji. Uczestnicy obrad z wielkim niepokojem zauważyli zdecydowanie antykościelny charakter dużej części mass-mediów w Polsce, a z uznaniem odnieśli się do działalności mediów katolickich. Obrady stały się też okazją do wymiany doświadczeń w różnych dziedzinach duszpasterskich.

Poruszono także tematykę związaną z organizacją i przebiegiem pielgrzymki duchownych do Rzymu na zakończenie Roku Wiary, jaka odbędzie się w dniach od 18-21 listopada br.

Spotkanie zakończyło się celebrą Mszy Świętej we wspólnocie polskiej przy parafii personalnej w Budapeszcie prowadzonej przez księdza Karola Kozłowskiego SChr. we współpracy z Siostrami Misjonarkami Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. We Mszy Świętej uczestniczył także Pan Roman Kowalski, ambasador RP na Węgrzech.

Ustalono, że zebranie Rady w przyszłym roku zostanie poświęcone duszpasterstwu emigracyjnemu w kontekście współczesnych zagadnień antropologicznych.

Ks. Krzysztof Tyliszczak SChr

Sekretarz Generalny

 

***

Media w przekazywaniu wiary - O. Andrzej Koprowski sj, Radio Watykańskie

Budapest PMK - Media w przekazywaniu wiary

Andrzej Koprowski sj, Radio Watykańskie

Nie przygotowałem „uczonego wykładu” o mediach…(„jesteś podręcznikowym przykładem z zakresu eklezjologii”) – chcę podzielić się kilkoma uwagami o mediach w kontekście naszej pracy duszpasterskiej, i w szerszym kontekście sytuacji Kościoła dziś.

W Europie, zwłaszcza w krajach takich jak Polska, byliśmy przyzwyczajeni do klimatu społecznego, który sprzyjał stylowi życia, obyczajom, kryteriom życia mającym odniesienie do chrześcijaństwa, do „rytuałów chrześcijańskich”, kościelnych. Koleiny, jakimi toczyło się życie, tolerowały powierzchowności, ale sprawiały, że i kryzysy ludzie przeżywali łatwiej, bo nie wypadali z torów tak łatwo. Dziś wszystko się zmienia… W Polsce rośnie ilość, zwłaszcza młodzieży, która szuka form pogłębienia wiary (widać to po pełnych domach rekolekcyjnych), zaczyna kształtować się swoista „moda” na wspólnotowe formy stylu życia wyrażającego wiarę (ciągle rosnąca moda na pielgrzymki, marsze, kiermasze ewangelizacyjne w miastach, itp.), ale jeszcze bardziej rośnie procent młodych (i nie tylko młodych), którzy żyją tak, jakby Pana Boga nie było. Katolicy - zarówno świeccy jak i duchowni - jedni wycofują się z reagowania na jakość przestrzeni publicznej, stają się political corect, często sprzeczne z przesłaniem Ewangelii i tym, co wyznaje Kościół, inni swoimi reakcjami przypominają powiedzonko o słoniu w składzie porcelany. Nie wiadomo, którzy wyrządzają więcej szkody… Społeczeństwo jest podzielone, mniej więcej równo, na dwie opcje nie tylko i nie tyle polityczne, co kulturowe. Obydwie oskarżają „Kościół”, że „trzyma z tymi drugimi”; de facto – znak, że nie znaleźliśmy sposobu przekazu Ewangelii i tworzenia wspólnoty kościelnej „ponad językiem mediów”. Tym bardziej, że wyzwania w kontekście tak społecznym, jak i kulturowym, stały się czynnikiem istotnym. Nie dotyczą tylko „polityki”, czy „nowych technologii”, ale są elementem głębokiej transformacji kulturowej współczesnych pokoleń. Jak podkreślał Benedykt XVI wszystko to stało się dziś w sposób radykalny kwestią antropologiczną. Modne stają się idee co do przyszłości człowieka i wspierające je potężne narzędzia, którymi dysponuje „kultura śmierci”. Jesteśmy wewnątrz sytuacji głębokich przemian kulturowych, przemian świadomości społeczeństw i trzeba, byśmy znaleźli przekonywujący sposób wyrazu Ewangelii, tego, co Jezus mówi o godności człowieka i o stylu życia, który Pan usiłował przekazać uczniom, aby życie mieli, i to w całej pełni. W okresie „między pontyfikatami” Benedykta i Franciszka mówiło się dużo o wyzwaniu jakie stoi przed nowym Papieżem – „pilnej potrzebie zreformatowania człowieka”, przywrócenia w świadomości społecznej „formatu” człowiekowi, formatu odpowiadającego faktowi, że nie jest byle kim, ale jest stworzony przez Pana Boga, na Jego obraz i podobieństwo.

W Orędziu na 45 Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu Benedykt XVI zauważył: coraz powszechniejsze jest przekonanie, że tak jak rewolucja przemysłowa, wprowadzając innowacje w cyklu produkcyjnym i w życiu pracowników, spowodowała głębokie zmiany w społeczeństwie, podobnie głęboka przemiana dokonująca się dzisiaj w dziedzinie przekazu nadaje kierunek wielkim zmianom kulturowym i społecznym. Nowe technologie zmieniają nie tylko sposób komunikowania, ale sam przekaz. Mamy do czynienia z rozległą transformacją kulturową. Wraz ze sposobem rozpowszechniania informacji i wiedzy rodzi się nowy sposób uczenia się i myślenia, stwarzając niesłychane możliwości nawiązywania relacji i budowania wspólnoty. Możliwości, ale i zagrożenia. Mamy do czynienia z możliwościami internetu, ale i złożonością jego funkcji. Konieczna jest refleksja nad znaczeniem przekazu w epoce cyfrowej. Coraz więcej czasu ludzie spędzają przed komputerem, wciągnięci w wir internetu i jego relacji. Uczestniczenie w sieci społecznościowej ułatwia kontakty z innymi, otwiera na nowe możliwości poznania, ale i manipulacji, uzależnienia, wdepnięcia w złudzenia będące skutkiem jednostronności interakcji, fałszywego obrazu i innych i samego siebie.

Nowe technologie pozwalają spotykać się przekraczając granice nie tylko przestrzenne, ale i kulturowe. Czasem tak wiążą na odległość, że gubi się wyczucie na osoby, które spotykamy dokoła siebie. Rozkojarzenie, brak krytycznej refleksji nad wyborami, brak rozróżnienia tego, co wirtualne i tego, co realne dokoła mnie, w rodzinie, w środowisku, którego cząstkę stanowię. Synod biskupów dotyczący nowej ewangelizacji akcentował, że wobec wyzwań, jakie stawia chrześcijaństwu dzisiejszy kontekst społeczny i kulturowy nie rezygnacja, nie zamknięcie się w sobie, ale pilne jest zapoczątkowanie operacji ożywienia Kościoła przez postawienie w centrum postaci Jezusa Chrystusa, spotkanie z Nim, który daje Ducha Świętego i siłę głoszenia Ewangelii na nowe sposoby, zdolne przemówić do współczesnych kultur. Oznacza to m.in. refleksję nad sytuacją kulturową współczesnego świata, by widzieć co pomaga, ale i co przeszkadza ożywieniu osobowej i wspólnotowej więzi w życiu społecznym jako takim, w tym także więzi opartej o wiarę, więzi z Jezusem Chrystusem. By nie zgubić wyczucia, że dokoła siebie mamy konkretną rzeczywistość, że jej cząstką istotną jest rzeczywistość Boga, że nie chodzi o „bańkę mydlaną”, ale o fakt, któremu zawdzięczamy swoje istnienie, istnienie świata, rzeczywistość zbawienia i punkt odniesienia całego życia, też mechanizmów wiodących w życiu społeczeństw.

Co zrobić, by wzmocnić więź wspólnoty Kościoła, więź wewnątrz parafii, wewnątrz wspólnoty polskiej – w Waszym wypadku – żyjącej w różnorodnych społeczeństwach i krajach? Zauważamy, że tkanka społeczna się rwie coraz bardziej, narastają konflikty społeczne (w Europie widzieliśmy to w skali dramatycznej we Francji, w Anglii, Grecji, Hiszpanii, Portugalii, by nie mówić o chaosie społeczno-politycznym we Włoszech, w skali znaczącej, choć mniej wybuchowej też w Belgii, Holandii i innych). Unia Europejska angażuje się w konflikty na innych kontynentach, ale sama nie chwyciła rytmu integracji społeczeństw, o którym śnili jej inicjatorzy Robert Schuman, Alcide de Gasperi, Jean Monet, Konrad Adenauer… Wspominam o Europie, ale problem jest globalny. Dotyczy też Polski i duszpasterstwa polonijnego, Polskiej Misji Katolickiej. Chrześcijaństwo i Kościół danej epoki, konkretnych ludzi danego czasu, stoi wobec wyzwania, związanego z kulturą danej epoki. Ona stanowi pomoc, ale i utrudnienia w przekazie doświadczenia wiary.

To jest swoista „nowość” ostatnich lat. Proces przemian kulturowych zaczął się wcześniej. Charakteryzują się one coraz większą dominacją „kultury medialnej” ze swoim „czasem”, bardzo odmiennym od „biblijnego”.

W „czasie medialnym” informacje i obrazy tracą charakter czasu jako następstwa wydarzeń, zamazują „procesy wzrostu”, ewolucji. Nie ma „początku” i „końca” jako ram opisywanych wydarzeń. Od najmłodszych lat dzieci są przyzwyczajone do „rzeczywistości wirtualnej”, która jawi się jako wyraźniejsza, bardziej oddziaływująca na emocje niż ta realna, istniejąca na prawdę. Media dla uproszczenia przekazu przekształcają rzeczywistość w „gwiazdy”. Nie ukazuje się skomplikowanej rzeczywistości „Państwa”, „narodu”, „wspólnoty wiary, jaką jest Kościół”, ale osobę, czy to prezydenta czy premiera, ministra, czy kardynała, biskupa. Osobę jako symbol zastępujący rzeczywistość. Szuka się tego, co przyciągnie uwagę. W tej chwili, natychmiast. Stąd – gonitwa za skandalami, i przekształcanie wydarzeń w skandale.

„Czas biblijny” uwzględnia okresy siewu, obumierania ziarna, nowego dojrzewania, zbiorów. Uwzględnia procesy dojrzewania relacji międzyosobowych, przyjaźni, miłości, poczucia odpowiedzialności. Życie chrześcijańskie, głęboko angażujące osobę, jak i życie Kościoła jako wspólnoty wiary jest ściśle związane z tym „rytmem”. W ostatnich latach zauważa się, że ten „czas biblijny” jest ważny też dla jakości życia społecznego jako takiego. Inaczej – łatwo o manipulacje, o akcentowanie tylko tego, co dotyczy „tylko mnie”, zamyka na współmyślenie, na otwarcie na innych, na widzenie spraw poprzez pryzmat współodpowiedzialności i wspólnego tworzenia, wspólnoty. Skrajnym przykładem jest siła propagandy „kultury gay” i prawa do adopcji dzieci przez nich – bez liczenia się z kontekstem społecznym, z prawami dzieci, z przyszłością rodziny i społeczeństwa.

Jezus przez trzy lata gromadził wokół siebie uczniów. Karmił ich słowem o Bogu i o człowieku. Tworzył klimat, którym żyli - odnośnie relacji z Bogiem Ojcem i relacji międzyludzkich, które by odpowiadały godności człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże. Tworzył środowisko. Ono dojrzewało, nie bez trudności, załamań, cofnięć się. Wciąż okazywało się, że uczniowie patrzą powierzchownie w porównaniu z powagą rzeczywistości. Trudno im było wyzwolić się z klimatu ludzkich ambicji, strachu, własnych kalkulacji. Jezus naprowadzał ich na głębszy nurt. Kiedy nadeszła „krzyżowa próba”, zderzenie mechanizmów świata z Osobą Boga – Człowieka i wartościami, jakie prezentował sobą, było tak duże, że się pogubili, wystraszyli. „Nie znam tego człowieka”. Jezus zostaje wyrzucony precz, za miasto, poza ziemię, na krzyż. Ukrzyżowany. Rozsypała się wspólnota; stracili motyw nadziei, istotny by być razem. Każdy zaczął urządzać się „po swojemu”, a la carte… Dwóch szło do Emaus, inny machnął ręką „idę ryby łowić”. Na tej drodze odwrotu spotkali Jezusa. Zmartwychwstały znów zgromadził ich w Wieczerniku. Atmosfera napięta, trudne spotkania zanim cała rzeczywistość dotarła do ich świadomości „Pan mój i Bóg mój”…

I dopiero wtedy, po bolesnym doświadczeniu Krzyża i Zmartwychwstania, doświadczeniu swojej ślepoty i słabości, ale i doświadczeniu spotkania ze Zmartwychwstałym Panem, Jezus wyodrębnił ich ze wspólnoty synagogalnej i uczynił swoim Kościołem. Zgromadzeni w Wieczerniku, razem z Maryją, która odtąd stała się Matką Kościoła, trwali na modlitwie. Coś musiało w nich dojrzeć, a Łaska i moc Ducha św. dokonała reszty, tak, że wyszli na opłotki ówczesnego świata głosząc Dobrą Nowinę, aż po krańce ziemi.

Taka jest faktografia. Ale jest jeszcze inny wymiar. Ta Nowość wymaga nowego stylu życia, stylu myślenia, relacji międzyludzkich, odniesień człowieka do Pana Boga, i wobec wartości, które leżą u podstaw linii rozwoju społeczności ludzkiej. By było to na miarę godności człowieka, każdego człowieka, bo k a ż d y ma swoją godność, każdy jest umiłowany przez Pana i za każdego Jezus wziął krzyż. Potrzeba „odnowienia serca”, aby była możliwa nowość życia… Poprzez Chrystusa została nawiązana komunikacja, zaistniało Nowe Przymierze. ”Wy jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami” (1 Kor 12, 27). Ciało i krew Chrystusa przywracają komunikację, więź i tworzy Nowe Przymierze.

Dziś napotykamy na silne mechanizmy ideologiczne, posługujące się mediami, które zmierzają do usunięcia religii, zwłaszcza Kościoła, z przestrzeni publicznej życia społeczeństw. Skutki tego dla życia społecznego, widać „gołym okiem”. Dotyczy to nie tylko Polski. Pamiętam spotkanie w Gnieźnie Siedmiu Przywódców Państw Europejskich z Janem Pawłem II w 1997 roku, i po specjalnej audiencji – wypowiedź Prezydenta Niemiec, Romana Herzoga: „Przemiany w świecie zachodzą bardzo szybko, są bardzo głębokie. Wcale nie jest pewne, czy za 20 – 25 lat podział świata będzie wyglądał tak jak dziś. Czy Europa będzie odrębnym kontynentem, czy może tylko „dodatkiem” do amerykańskiego przemysłu audiowizualnego czy azjatyckich potęg przemysłowych. Wszystko zależy od tego, czy Europa odnajdzie na czas swoją żywotność, dynamikę kulturową, którą dawniej czerpała z chrześcijaństwa”. A Benedykt XVI do dziennikarzy towarzyszących Mu w podróży do Portugalii zwrócił uwagę na fakt, że w wielokulturowości świata, w którym wszyscy żyjemy, widać, że gdyby kultura europejska /,,,/ nie miała transcendentnego i religijnego wymiaru, nie byłaby w stanie nawiązać dialogu z wielkimi kulturami ludzkości, które wszystkie mają charakter transcendentny i religijny, będący wymiarem istoty ludzkiej” (11 maja 2010). Myślę, że jest to punkt ważny do przemyślenia zwłaszcza przez Kapelanów Polonii. Polacy, którzy żyją poza krajem są w szczególnej sytuacji. Mają potrzebę oparcia, ale też są w sposób szczególny „zagonieni”, w rytmie prac zarobkowych, a także w klimacie społeczeństw, w których żyją, zwykle bardzo zsekularyzowanych. Wszelka powierzchowność „polskiego katolicyzmu” szybko daje o sobie znać… Też prymitywne formy „obrony tego, co nasze” gromadzą wokół nas garstkę, ale polaryzują innych.

Synod biskupów o nowej ewangelizacji dotyczył tych wszystkich spraw. Nie był hałaśliwym oskarżaniem innych, że nas zwalczają. Był refleksją nad tym j a k ożywić naszą wiarę i j a k nadać ewangeliczny „smak soli” postawie chrześcijan, ważnej dla nas samych, dla naszej tożsamości, dla naszej wierności Jezusowi Chrystusowi, także niezbędnej dla życia świata. Benedykt XVI często powtarzał: potrzeba nowego pokolenia katolików, o głębszej wierze, o stylu życia odpowiadającym wierze; potrzeba nowego pokolenia polityków i osób zaangażowanych w życie obywatelskie. To nie jest tylko „sprawa Kościoła”, ale głęboka potrzeba społeczna.

Papież Franciszek dodaje do tego swój akcent. W homiliach podczas „prywatnych Mszy św. w Domu św. Marty”, najpełniej w przemówieniach do biskupów brazylijskich i do Prezydium CELAM w Rio. Łódź Kościoła nie ma mocy wielkich transatlantyków przemierzających oceany. A jednak Bóg chce się objawiać właśnie poprzez nasze środki, środki ubogie, bo to On zawsze działa. Siła Kościoła nie tkwi w nim samym, ale kryje się w głębokich wodach Boga, w które on ma zarzucać sieci. Potrzeba Kościoła - mówił Papież na obydwu spotkaniach z episkopatami - który potrafi prowadzić dialog z tymi uczniami, którzy uciekając z Jerozolimy, błąkają się bez celu, sami ze swoim zawodem, rozczarowaniem chrześcijaństwem, uważanym już za ziemię jałową, bezowocną, niezdolną do dania sensu.

Bezlitosna globalizacja i intensywna urbanizacja wiele obiecywały. Wielu zafascynowały możliwości, jak na przykład zmniejszenie odległości, zbliżenie się do siebie osób i kultur, upowszechnienie informacji i usług. Z drugiej strony wielu ludzi doświadczało negatywnych skutków, nie zdając sobie sprawy z tego, że wpływają one na ich wizję człowieka i świata, powodując większą dezorientację i pustkę, której nie potrafią wytłumaczyć. Zamieszanie co do sensu życia, dezintegracja osoby, utrata poczucia przynależności do jakiegoś „gniazda”, brak głębokich więzi i miejsca.

W obliczu tej sytuacji potrzebny jest Kościół, który towarzyszy w drodze, idąc razem z ludźmi; Kościół zdolny dostrzec „noc”, jaka kryje się w ucieczce tak wielu z Jerozolimy; Kościół, zdający sobie sprawę, że powody, dla których ludzie się oddalają, zawierają już w sobie motywy możliwego powrotu, ale trzeba umieć odważnie odczytać całość. Potrzebny jest Kościół potrafiący doprowadzić z powrotem do Jerozolimy, doprowadzić z powrotem do domu. Tam są nasze źródła: Pismo Święte, katecheza, sakramenty, wspólnota, przyjaźń Pana, Maryja i apostołowie... Potrzebny jest Kościół, który będzie zdolny towarzyszyć w powrocie do Jerozolimy! Uzmysłowić, że jest on naszą Matką, i że nie jesteśmy sierotami! Potrzebny jest Kościół, który potrafi przywrócić obywatelstwo wielu swoim dzieciom, które podążają jakby w exodusie.

Papież usiłuje wnieść dynamizm właściwy Kościołowi Ameryki Łacińskiej, kontrastujący ze zmęczeniem i ustalonym rytmem tego w Europie.

Wszystko to składa się na obraz wyzwania duszpasterskiego przed jakim stoimy. Nowy typ kultury, właściwy „nowym mediom” kształtuje nowe sposoby myślenia, nowe formy uczenia się, specyficzny typ więzi międzyludzkich. Kilka miesięcy temu opowiadał mi jeden z moich współbraci, pracujący na parafii w Londynie (Walm Lane), że stara się „wymusić” na młodzieży szkolnej, by przeczytali całość jednej Ewangelii. Co za dramat! Przeczytać? Trudno wam po polsku, możecie przeczytać po angielsku. Jeszcze gorzej! Katecheta zawzięty, więc czytali razem z ekranu. Nawet „szło”. Jak tekst był na ekranie – potrafili powiedzieć, o czym jest ten fragment, nawet sproblematyzować. Ale jak wyłączył ekran – gubiło się wszystko. Nie pamiętali niczego, co przed chwilą przeczytali. Mamy do czynienia z pokoleniem, które w szkołach już nie ma podręczników, a Ipody… Reaguje na to, co widzi, a nie na to, co „przeczyta”. Nie ma rozwiniętej pamięci, reaguje na bodźce… Trzeba, byśmy byli świadomi zmiany kulturowej, byśmy szukali języka, symboli, metafor znaczących dla przybliżenia treści Ewangelii, osoby Jezusa, wspólnoty wiary jaką jest Kościół. Co więcej, byśmy starali się formować dojrzałych chrześcijan, zdolnych wnieść chrześcijańską tożsamość w społeczeństwo, w którym żyją, którego część stanowią. Myślę o debacie dotyczącej godności ludzkiej, wartości życia ludzkiego, „zreformatowania człowieka” – przywrócenia człowiekowi formatu „stworzony na obraz i podobieństwo Boga”. Nie byle kto, nie egocentryk, reagujący na bodźce, nie ktoś uzależniony do narkotyków czy dóbr materialnych. Wyzwanie, które nie ogranicza się do mediów. Kościół ma w tym bogate doświadczenie,.

Jesteśmy w dobrej sytuacji, bo w tradycji katolickiej wiele odniesień etycznych było sformułowanych w kontekście prawa naturalnego i cała katolicka wizja antropologiczna jest osadzona na danych rozumu. Ułatwia to wejście w dialog ze współczesnością jakby dwoma drogami: wrażliwości na rozpadającą się dziś tkankę społeczną, na widzenie interesu społecznego, a nie tylko egocentryzmów; a drugą – odniesienie wprost do tradycji biblijnej, do Ewangelii.

Można by mnożyć te wywody w nieskończoność. Według mnie jednak najważniejsze są nie tyle strategie, debaty przy stole, ale osobista pasja duszpasterska, siła faktu jakim jest Jezus Chrystus, Ewangelia, misja Kościoła jako wspólnoty wiary, klimat wokół wspólnoty parafialnej, jaki tworzą księża, ale i świeccy bliżej z nią związani … W tym kontekście łatwo się zauważa, że „świat się zmienia”, że nie wystarczy już dziś traktować mediów jako „narzędzia duszpasterskiego”, bo znajdujemy się w klimacie kulturowym w którym ludzie „inaczej widzą”, i trzeba świadczyć o wierze tak, by to do nich docierało. Co więcej, by dać punkt odniesienia, by tworzyli społeczeństwo na miarę swojej godności, swoich głębokich oczekiwań, by nie dali się zepchnąć do iluzji, a w końcu tragicznej samotności i poczucia bezsensu.

Myślę, że warto zwrócić uwagę na pozorny szczegół początku pontyfikatu Papieża Franciszka. Ma „dobrą prasę”, przyciąga tłumy. Czasem to powoduje i krytyki. Umyka uwadze krytyków motyw, dla którego zmienił się klimat komunikacji wokół papieża. Nie sprawy zewnętrzne,. nie rytuał, ale przybliżanie Ewangelii i miłosierdzia Boga do konkretnych sytuacji życia. Z priorytetem pokazania, że Chrystus i Ewangelia są punktem odniesienia fundamentalnym dla sensownego życia, że Kościół temu służy, i to akcentuje. Jak mówi, że czegoś „nie wolno”, to dlatego, by umocnić to, co służy rozwojowi, dobru, godności, formatowi człowieka, jednostki i wspólnoty. Cała działalność Kościoła, Stolicy Apostolskiej, zmierzają do komunikowania tego „tak” Boga wobec człowieka. Tymczasem w kontekście mechanizmów „cywilizacji śmierci” jakbyśmy dali się zepchnąć na pozycje „mówienia nie” w sposób, który stworzył wrażenie negatywizmu chrześcijaństwa, negatywizmu Kościoła. Kultura medialna, o której mówiłem wyżej, wyrywająca z kontekstu, mieszająca „początek” i „koniec”, nie wrażliwa na „procesy”, przyczyny i skutki sprawiła, że traciliśmy coraz więcej ludzi. Trzeba być na to wrażliwym i w konkrecie naszych placówek duszpasterskich. Zbilansowanie „tak” i „nie”, postaw życzliwości wobec każdego człowieka i ludzkich możliwości duszpasterza jest stałym zadaniem. Nie rozwiąże się go raz na zawsze, ale stale trzeba o to zabiegać. To tworzy klimat wokół naszych ośrodków duszpasterskich.

Benedykt XVI i Papież Franciszek wiele razy mówili o niebezpieczeństwie wybiórczości wobec rzeczywistości chrześcijańskiej, jaka dziś panuje. Wybieram z Ewangelii, z całościowego nauczania Kościoła to, co mi odpowiada. W niektórych środowiskach moda na „Chrystus tak, Kościół nie”. W sumie skarlenie obrazu Boga, który wychodzi naprzeciw ludzkości, i skarlenie obrazu człowieka. Dodałbym jeszcze jeden aspekt, który dziś „gra rolę”. Aktualna forma globalizacji, okrojona do globalizacji interesów ekonomicznych i mediów, przy zaniedbaniu globalizacji solidarności, godności człowieka, też siła lobbingów, które narzucają kierunek decyzjom Instytucji Europejskich, sprawia, że – jak skutek nie chciany – rosną partykularyzmy, skrajności postaw „na prawo” i „na lewo”. Rośnie też partykularyzm, który szkodzi chrześcijaństwu, katolicyzmowi i powszechności, uniwersalizmowi Kościoła. W samolocie z Rzymu do Berlina dziennikarze pytali Benedykta XVI czy niemieckie pochodzenie nie przeszkadza Mu w pełnieniu posługi papieskiej. Odpowiedział: nie! Jestem Niemcem, moją tożsamość kulturową zawdzięczam kulturze niemieckiej. Fakt, że jestem chrześcijaninem sprawia, że zyskałem nowy wymiar w życiu; moja tożsamość niemiecka poszerzyła się o fakt chrześcijaństwa, o dzieło zbawienia, o braterstwo z każdym człowiekiem. Jest to ważny punkt refleksji dla PMK, tak jak i dla poszczególnych Kościołów lokalnych, partykularnych. Obserwujemy bowiem tendencję, nieco skrywaną, ale realną, do izolowania się, do zamykania się w ramach tradycji, kultur narodowych. Rozpaczliwe szukanie korzeni, oparcia się o coś, co daje mi poczucie tożsamości. Jest to – patrząc z mojej rzymskiej perspektywy RV – realny problem Kościoła w Indiach, otoczonego bogactwem wielotysięcznych kultur tego kontynentu, potrzebujący pogłębienia teologicznego i „zasmakowania” właśnie w uniwersalizmie chrześcijaństwa, a zarazem napotykający na „strukturalne ograniczenia” i głęboki kryzys kulturowy Europy utożsamianej zwykle z chrześcijaństwem. To samo tyczy Afryki. W inny sposób, problem istnieje i w relacjach między społeczeństwami i Kościołami lokalnymi niektórych krajów europejskich…

Co zrobić, by placówki duszpasterskie Polskiej Misji Katolickiej niosły pomoc w formacji postaw dojrzale chrześcijańskich, katolickich, wyrażających uniwersalizm Kościoła? Komunikacja wewnątrz-kościelna musi służyć jedności, wymiarowi wspólnoty wiary, jaką ukształtował Chrystus. Jan Paweł II podkreślał znaczenie treści chrześcijańskich w tworzeniu „rodziny narodów”. Benedykt XVI podkreślał, że Kościół niesie dobrą nowinę dla wszystkich, dla każdego, Papież Franciszek akcentuje, że w konkteście kultury wykluczenia, kultury „odpadów” charakteryzujących współczesność, Kościół musi faworyzować kulturę spotkania, dialogu, szacunku dla godności każdej osoby, egzystencjalnych peryferii. Chcę zasygnalizować pomoc, jaką w tej Waszej pracy może dać RV, właśnie na rzecz uniwersalizmu chrześcijaństwa.

Najpierw, licząc na cierpliwość Czcigodnych Zebranych, kilka słów o samym Radio Watykańskim. Pius XI podpisał Pakty Lateraneńskie, zaistniało „Państwo Watykańskie”. Ale Papież był świadomy, że w Europie narasta zło. Faszyzm we Włoszech, nazizm w Niemczech, bolszewizm ateistyczny w Sowietach. „Pakty” mogą stać się „kawałkiem papieru” jeśli się nie zabezpieczy niezależności. Też niezależności wypowiedzi. Zwrócił się do jezuitów, a przede wszystkim do przebywającego wówczas w Anglii twórcy radia, Guliermo Marconiego by skonstruował radio dla Papieża. W 1931 roku odbyła się inauguracja stacji watykańskiej, z głosem papieża nadanym na falach eteru. Język francuski był wtedy „językiem dyplomacji, językiem międzynarodowym”. Ale sytuacja polityczna i klimat zbliżającej się wojny sprawiły, że zaczęły powstawać redakcje językowe. W 1931 roku – jak wspomniałem – francuska; ale już w 1937 angielska, niemiecka, w 1938 polska, w 1939 ukraińska i węgierska, w 1940 litewska itp. Z podziałem Europy po II wojnie światowej na dwa Bloki – powstawać zaczęły redakcje krajów „bloku radzieckiego”, by nieść „głos Papieża” i wiadomości o życiu Kościoła.

Z czasem trzeba było dodać programy dla Ameryki Łacińskiej, dla Azji i Afryki. Wiemy, że Kościół w ostatnich dziesięcioleciach rozwija się bardzo w Azji i w Afryce. One są teraz naszym „priorytetem programowym”, zwłaszcza Chiny, Wietnam, Indie i zróżnicowana językowo Afryka.

Na to „nakłada się w czasie” rozwój technologiczny. RV staje się coraz bardziej „nadawcą multimedialnym”. Ma 39 redakcji językowych. Nie tylko programy „audio”, ale i strona internetowa, biuletyny językowe, Twiter i Facebook, App itp. Z możliwością słuchania on demand, a więc kiedykolwiek jest wygodniej.

RV jest radiem Stolicy Apostolskiej. Jest finansowane przez nią; stanowi duże obciążenie budżetu watykańskiego, stąd od lat są naciski, by nie rozbudowywać programów, a raczej je zmniejszać. Wraz z nowymi możliwościami przesyłania informacji rośnie ilość roboty. Klimat wewnątrz RV jest bardzo dobry, nasi redaktorzy i technicy robią wiele prac, które w radiach publicznych czy komercyjnych kosztowałyby krocie. Ale od niemal dwóch lat musieliśmy zlikwidować nadawanie na falach krótkich do Europy i Ameryki. Teoretycznie słusznie, bo w większości tych krajów nikt, albo prawie nikt, nie słucha już via fale krótkie. Ale w ten sposób stworzyliśmy napięcia i straciliśmy większość słuchaczy na Kubie, a w Europie w krajach takich jak Rumunia, Bułgaria, Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Rosja, Ukraina. Co więcej, sporo protestów nadeszło z technologicznie rozwiniętej Skandynawii. W krajach skandynawskich silna jest opozycja ze strony sporej części społeczeństwa wobec „modelu rozwoju” narzuconego przez Unię Europejską i wobec faktu „odcinania się od korzeni kulturowych” z których każde społeczeństwo wyrasta, korzeni, którymi żyje. Radio publiczne w Szwecji wprost zlikwidowało programy w języku ojczystym, dając priorytet językowi angielskiemu. To sprawiło, że program szwedzki RV miał dużą ilość słuchaczy – nie tylko katolików, ale po prostu Szwedów, którzy chcieli słyszeć coś „w swoim języku”, co docierało do nich poprzez fale krótkie. Mogą to samo słuchać via satelita lub w komputerze, ale chcieli słuchać i „przez radio” na falach krótkich. Ekonomiczna decyzja naszych Przełożonych pozbawiła ich i nas tej ciekawostki… Dotarcie do Kuby stało się możliwe dzięki retransmisji naszych programów poprzez katolickie radio z USA, z Miami; do krajów wschodnio europejskich – dzięki Międzynarodowej Sieci Radio Maryja International (odrębnej od polskiej Radio Maryja Ks. Rydzyka), Sieci, która właśnie w tych latach „wchodzi na tereny Europy Południowej i Wschodniej, i kilka razy dziennie retransmituje programy Radia Watykańskiego. Ale sprawa „oszczędności finansowych” nie jest prosta. Mamy nadzieję, że reforma całej „Kurii Rzymskiej” przyniesie też refleksję nad potrzebami RV, widzianymi nie tylko przez pryzmat wydatków, ale i przydatności apostolskiej dla misji Stolicy Apostolskiej.

M o ż e (?) byłoby warto zasygnalizować w Waszych Ośrodkach obecność tak programu polskiego, jak i w języku kraju, gdzie pełnicie swą misję. Można też (gratis) zaabonować codzienny biuletyn informacyjny. Warto też wiedzieć, że na stronach internetowych RV (www.radiovaticana.va) jest Vatican Player – z „agendą papieską” – kalendarzem wydarzeń z udziałem Papieża. Można tam klikać na wydarzenia bieżące, ale i przeszłe z ostatnich 3 lat. Bieżące mogą być użyteczne zwłaszcza w wypadku podróży i włoskich i zagranicznych Papieża. Wszystko, co się wtedy dzieje „publicznie”, jest transmitowane i można to oglądać we własnym komputerze. Jeśli w Waszych ośrodkach duszpasterskich jest ekran większy – może być dane do dyspozycji grupy, która byłaby tym zainteresowana. Zwykle te wydarzenia są z komentarzami w 6, czasem w 8 językach: angielskim, francuskim, włoskim, niemieckim, hiszpańskim, portugalskim/brazylijskim; czasem też chińskim i arabskim, czasem – rzadko – po polsku. Z każdego wydarzenia z udziałem Papieża jest krótki videonews, 1 do 1,30 minuty. Są różne wersje językowe, też polska. Najszybciej ukazuje się ona na portalu jezuitów polskich www.deon.pl bo też oni robią tę wersję językową polską…

Najważniejsze jest jednak zwykłe duszpasterstwo i klimat wokół naszych placówek. Opinia publiczna, jest dość dziwnym zwierzęciem, często wydaje się, że nie wiele rozumie, a reaguje na bodźce. Coś w tym jest, zarazem jednak problem „zaufania” jest kluczowy, łatwo go utracić, bardzo trudno odzyskać. Im bardziej pogubieni i samotni, tym bardziej wyczuwają czy ktoś szanuje innych, czy tylko gra, albo „odstawia rolę”, czy jest political correct, czy stać go na stanięcie po stronie ludzi, idąc pod prąd. Czy jest „człowiekiem interesu”, jakieś grupy, własnych ambicji – czy przeciwnie - wie, że to Pan Jezus prowadzi swój Kościół a my „tylko”, ale i „aż” jesteśmy w Jego łodzi… Dotyczy to nie tylko „nas”, ale i tego, co staramy się głosić, włącznie z Ewangelią, z rolą rodziny, wspólnoty społecznej itp. Dotyczy to zdolności trwałych odniesień dla Kościoła, ale to znaczy: i dla społeczeństwa… Dotyczy umiejętności dania jasnych punktów odniesienia wobec krytyk i uproszczeń, zagrażających postawom i więzi, jaką daje wiara. Wymaga przejrzystości postawy naszej i naszych współpracowników…

 

+++

"Duszpasterstwo w konfrontacji ze współczesnością. Media w duszpasterstwie parafialnym" - Ks. Marek Ciesielski TChr

„Duszpasterstwo w konfrontacji ze współczesnością.

Media w duszpasterstwie parafialnym”

Ks. Marek Ciesielski TChr

Celowo użyłem w tytule słowa „konfrontacja”. Słownik języka polskiego podaje aż cztery formy rozumienia tego słowa. Dwie formy idalnie oddają dwie płaszczyzny, na których chciałbym umieścić dzisiejsze wystąpienie. „Konfrontacja” to po pierwsze: „porównanie czegoś lub kogoś z czymś lub z kimś poprzez zestawienie cech wspólnych i różniących”. Po drugie jest to: „spór na tle różnic ideologicznych lub politycznych”. Zauważmy, że zupełnie różne odcienie emocjonalne towarzyszą tym dwóm rozumieniom słowa „konfrontacja”. Myślę, że dokładnie podobnie jest z problemem mediów w duszpasterstwie parafialnym. Z jednej strony chciałbym, abyśmy dokonali porównania różnych modeli ich zastosowania oraz możliwości. Z drugiej strony wydaje się, że spór o ich obecność oraz jakość tej obecności, będzie bardziej przebiegał na lini sporu pokoleniowego. Często będzie on tym ostrzejszy, im bardziej pokolenia są od siebie oddalone wiekowo, kulturowo, czy wręcz cywilizacyjnie.

O duszpasterstwie, my duszpasterze możemy mówić wiele, zwłaszcza gdy mamy za sobą doświadczenie. Nieskromnie powiem, że moi przełożeni zakonni pomogli mi skutecznie przejść przez bardzo zróżnicowane doświadczenia duszpasterskie. W ciągu 17 lat kapłaństwa, przeszedłem szlak bojowy 11 parafii. W tym czasie będąc oczywiście wikariuszem, proboszczem, kapelanem szpitalnym, prefektem szkolnym a także duszpasterzem akademickim. Postaram się w tej refleksji podzielić z Państwem swoimi doświadczeniami z trzech bardzo różnorodnych miejsc na mapie Kościoła. Będą to: Polska, Stany Zjednoczone i Niemcy.

Zanim dojdziemy jednak do bardziej szczegółowych opisów i porównań obecności mediów w duszpasterstwie, chciałbym najpierw nakreślić dwie płaszczyzny, które wydają się kluczowe dla zrozumienia sensu obecności mediów i konieczności medialnego działania Kościoła na płaszczyźnie wspólnoty parafialnej.

Te dwie płaszczyzny to: INFORMACJA i FORMACJA

I. INFORMACJA Jestem przekonany, że to właśnie informacja jest czynnikiem podstawowym i determinującym konieczność obecności mediów we współczesnym duszpasterstwie. Jest ona bowiem jednym z zasadniczych kluczy do działania dobrego i skutecznego duszpasterstwa.

Aby lepiej zrozumieć znaczenie INFORMACJI w duszpasterstwie współczesnym, musimy najpierw przyjrzeć się bliżej dwom określeniom, które definiują styl życia współczesnego człowieka – zwłaszcza w naszej części świata:

1. SPOŁECZENSTWO INFORMACYJNE

2. CYWILIZACJA OBRAZKOWA

Obydwa te określenia zrobiły i wciąż robią ogromną karierę w naszej cywilizacji i czasie. Postarajmy się więc je krótko zdefiniować i określić.

Pierwsze pojęcie: Społeczeństwo informacyjne

Jerzy Nowak pisze o nim tak:

W II połowie XX wieku zaobserwować można powstawanie nowego typu tworu społecznego zwanego potocznie Społeczeństwem Informacyjnym. Podstawową jego cechą jest szybki rozwój technologii teleinformatycznych. Zjawiska takie jak telefonia komórkowa czy Internet umożliwiają komunikację i dostęp do informacji na bardzo szeroką, niespotykaną dotychczas skalę. Coraz mniej istotne w porozumiewaniu się i przekazywaniu wiedzy stają się czynniki takie jak odległość. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że obecnie świat wkroczył w erę, gdzie najcenniejszym dobrem stała się informacja. Stąd właśnie obserwuje się bardzo szybki rozwój technologii umożliwiających jej pozyskiwanie, przesyłanie i analizę. Brak jest jednak jasnej definicji Społeczeństwa Informacyjnego, co należy uznać za słabą stronę tej wizji. Intuicyjnie, przeciętny człowiek określi je, jako takie społeczeństwo, gdzie używa się powszechnie komputerów i technik z nimi związanych. W większości definicji kładzie się duży nacisk na znaczenie informacji: „Społeczeństwo charakteryzujące się przygotowaniem i zdolnością do użytkowania systemów informatycznych, skomputeryzowane i wykorzystujące usługi telekomunikacji do przesyłania i zdalnego przetwarzania informacji"

(I Kongres Informatyki Polskiej, 1994, [1KIP1994]).

A drugie pojęcie to: CYWILIZACJA OBRAZKOWA

W XX wieku w dalszym ciągu podstawowymi technikami komunikacyjnymi były pismo i retoryka. Druk powstał kilka stuleci wcześniej, krótko potem powszechna stała się prasa. Jednak wynalezienie telewizji spowodowało, że obraz odniósł zwycięstwo nad słowem pisanym. Weszliśmy dumnie w wiek cywilizacji obrazkowej, gdzie słowo pisane utonęło w powodzi obrazów.

Telewizja dała nam narzędzia służące do budowania nowej cywilizacji, cywilizacji globalnej wioski. Wraz z przekazami bezpośrednimi, satelitami, wszechwiedzącymi reporterami przestały się liczyć przestrzeń i czas. Ale czy obrazy rzeczywiście czegoś nas uczą? Czy pozostawiają miejsce na zmysł krytyczny i refleksję? Od czasów wynalezienia ruchomego obrazu przeciwstawia się telewizję prasie, tak jak przeciwstawia się kulturę i naturę, cywilizację i barbarzyństwo. Przez wielu telewizja uważana jest za odpowiedzialną za wszelkie zło, jakie dotknęło nasze społeczeństwa. Ponieważ skupia się na pokazywaniu, nie zostawia czasu na myślenie. Jednak, tak jak każdy język, obraz może mieć dobre i złe cechy. Może służyć myśli, refleksji, może im także, niestety, przeszkadzać. Koniec XX wieku zapisał się w historii komunikacji jako okres powstania i rozwoju jeszcze nowszych, bardziej wyrafinowanych, interaktywnych technik komunikacyjnych, nazwanych multimediami.

Tyle definicje i opisy.

Co dla duszpasterzy i wiernych ma oznaczać rzeczywistość społeczeństwa informacyjnego i cywilizacji obrazkowej?

Jedno jest pewne: nie możemy przed tym już teraz uciekać. Zwłaszcza, że nie ma gdzie uciec. Nie możemy też się obrażać na taką, a nie inną rzeczywistość, która jest naszym udziałem. Raczej naszym zadaniem ma być umiejętne wykorzystanie tych rzeczywistości społecznych, aby w nich i dzięki nim głosić Chrystusa i w nich żyć po chrześcijańsku. Jak to zrobić, to zapewne jedno z zasadniczych naszych pytań.

Podpowiedzią może być wręcz konieczność stosowania środków multimedialnych do działania Kościoła – wspólnoty –parafii na polu formacji.

FORMACJA – to druga płaszczyzna, które nadaje sens i konieczność obecności mediów we współczesnym duszpasterstwie

Aby zrozumieć o czym chciałbym powiedzieć, muszę odwołać się do Ewangelii. Jezus bowiem wielokrotnie dokonuje bardzo zasadniczego w swym działaniu i przepowiadaniu rozróżnienia. Wyraźnie rozdziela dwie rzeczywistości: tłum i jednostkę. Jezus oddziela je od siebie i nie zajmuje się tłumem (nawet można powiedzieć, że ignoruje tłum), a jest skupiony na jednostce.

Jaki jest tłum wg Jezusa: bezmyślny, bezrefleksyjny, nadpobudliwy, zmieniający zdanie – niestały, łatwo sterowny, słaby, bezideowy.

Tłum musi mieć demagoga, przywódce, buntownika, władcę, tyrana – wtedy robi wiele rzeczy... Rewolucji żadnej nie zrobił tłum. Rewolucje robili ci, którzy umieli się tłumem posłużyć. Wojny także nie wywołał tłum i nie wygrał tłum.

Jezus był uwielbiany przez tłum i zdradzony przez tłum – dodajmy: ten sam tłum!

Jakie dla nas płyną wnioski: nie zajmujmy się tak bardzo tłumem, zajmijmy się jednostką, zobaczmy jednostkę i z jednostek budujmy wspólnotę. Czym różni się religijna wspólnota od tłumu. Tym, że we wspólnocie ludzie znają swoją wartość, znają swoje talenty, potrafią ich bronić także wówczas, gdy nie stoi za nimi tłum (wspólnota) i wiedzą oraz czują to dlaczego tu i teraz są i robią to co robią.

U nas wciąż pokutuje w Kościele myślenie tłumne:

- ilu masz wiernych? Ilu ludzi chodzi na Msze? Ile zrobiłeś pielgrzymek? Ilu ludzi wyspowiadałeś???

Tłumne chrześcijaństwo, które staje się na naszych oczach przeszłością, zamienia się w chrześcijaństwo elitarne, jednostkowe, rodzinne, wspólnotowe. Im szybciej to zrozumiemy, tym więcej na tym zbudujemy.

Musimy uświadomić sobie niezwykle zasadniczą kwestię, a w zasadzie problem. Nie ma czegoś takiego jak formacja (wychowanie, rozwój) tłumu, czy pedagogia tłumu. Tłumem można rządzić, albo indoktrynować go. Formować można natomiast przede wszystkim jednostkę, bądź małą grupę, jeśli widzimy w niej ważną rolę dla jednostki. To doskonale wiedzą i czują pedagodzy. Do grupy najskuteczniej i najpewniej można dotrzeć przez jednostkę.

To powinna być jedna z najistotniejszych zasad tworzenia duszpasterstwa.

Przykład: Grupa studentów – Los Angeles. 1 spotkanie = 2 osoby. Ostatnie = koło 30. Do dzisiaj się spotykają, kilka małżeństw stworzyli między sobą. Znamy wspólnie ich problemy, dzieci...

Duszpasterstwo Akademickie w Szczecinie – ok. 1000 studentów w k-le co niedziela, znajomość, zażyłość – wspólnota tylko z tymi, którzy uczestniczyli w grupach – 20 spotkań w tygodniu.

W grupie zawsze warto znać jednostki, a nawet twierdzę, że jet to konieczność. To także mój przepis na duszpasterstwo, na formację. Poznać jednostkę, bo w niej jest największa siła wspólnoty. Poznać jej mocne i słabe strony, aby włączyć w siłę i moc grupy – tak się najpewniej i najmocniej tworzy wspólnotę.

Mam wielką nadzieję, że obecne duszpasterstwo małych grup i wspólnot, stanie się prawdziwą siłą przyszłości Kościoła.

Posłuchajmy w związku z tym słów papieża Benedykta XVI wygłoszonych do polskich biskupów z okazji ich wizyty ad limina apostolorum - 17.12.2005:

„Rozpocznijmy (...) od środowiska, jakie w strukturze Kościoła jest najbardziej podstawowe - od parafii. (...) Pierwszy i najważniejszy postulat (...) to ten, by parafia stanowiła „wspólnotę kościelną" i „kościelną rodzinę". Nawet jeśli mamy do czynienia z parafiami bardzo licznymi, trzeba podjąć wszelkie możliwe wysiłki, aby nie były one zredukowane do masy bezimiennych wiernych. Niezastąpiona w realizacji tego zadania jest oczywiście rola kapłanów, a zwłaszcza proboszczów. Oni pierwsi powinni znać owce w swojej owczarni, utrzymywać duszpasterskie kontakty ze wszystkimi środowiskami, starać się poznawać potrzeby duchowe i materialne parafian”.

----------

Łącząc teraz w jedną całość wszystko to, co do tej pory powiedzieliśmy, sprobujmy teraz odczytać znaki czasu dla współczesnej wspólnoty parafialnej na płaszczyźnie mediów. Postanowiłem jednak nie mówić o wielkich mediach, bo to nie jest moje zainteresowanie. Zastanówmy się nad mediami stricte parafialnymi, to znaczy nad takimi możliwościami medialnymi, którymi dzisiejsza parafia może dysponować i wykorzystywać do rozwoju wspólnoty i jednostki.

Media parafialne:

1. Biuletyn parafialny. To rzeczywistość na trwałe wpisana w krajobraz parafii np. w USA. Pierwszą rzeczą, jaką robi Amerykanin wchodzący do kościoła, to wzięcie do ręki biuletynu. Zapewne następną jest odszukanie informacji o tym, jaka była wielkość składki tydzień temu, ale potem wertuje biuletyn całą Mszę. Zwłaszcza w czasie nudnych kazań.

Znam wiele parafii w Polsce, które już od lat wydają biuletyny parafialne. W naszej pracy duszpasterskiej poza granicami Ojczyzny (zwłaszcza w Europie) funkcjonują różne wersje biuletynów parafialnych. Często są to kwartalniki, półroczniki lub wydania świąteczne. Z moich doświadczeń wynika, że najskuteczniejszą formą przekazu jest jednak biuletyn wydawany regularnie co niedzielę. Jest to świeża informacja, jest oszczędniejszy w formie i ilości treści, co nie odstrasza czytelnika. Zwłaszcza, że dzisiaj wiele osób nie czyta wcale.

Naszym parafianom w Bonn (idąc za własnym pozytywnym doświadczeniem z parafii w Los Angeles, USA) zaproponowaliśmy otrzymywanie biuletynu w dwóch wersjach: papierowej (klasycznej) i elektronicznej. Ku naszemu zaskoczeniu, wersja elektroniczna jest niezmiernie popularna i oczywiście praktyczniejsza, ekologiczna i do tego niezwykle tania. Dla porównania: na internetową skrzynkę mailową wysyłamy aktualnie 266 biuletynów, a drukujemy około 370. W sumie docieramy w ten sposób do 636 rodzin.

To już jest pokaźne medium.

- Biuletyn rozwiązuje kilka niezwykle ważnych probolemów:

a. informacje nie domagają się dalszego dzwonienia, pytania, szukania.

b. zamieszczenie adresu, telefonów, adresów emailowych, adresów strony prowadzi do łatwiejszego docierania wiernych do duszpasterzy

c. zamieszczanie ogłoszeń może prowadzić do zaniechania najnudniejszej części Eucharystii, które często przeradza się (niepotrzebnie) w drugie kazanie.

d. percepcja człowieka siedzącego w ławce jest bardzo ograniczona (zwłaszcza pod koniec mszy). Czytanie więcej niż dwóch ogłoszeń doprowadza do jej całkowitego wygaszenia. Nikt nie jest w stanie zapamiętać wszystkich podanych terminów, godzin, wydarzeń. Warto wtedy ogłosić coś niezwykle ważnego jedynie.

e. Ideałem byłoby zaniechanie ogłoszeń w czasie Mszy i zaproszenie do lektury biuletynu.

Jakie są niestety najczęstsze problemy z wydawaniem biuletynu:

- niestety wielu duszpasterzy traktuje biuletyn, jako kopię internetowych tekstów. Przedruki kazań z internetu oraz artykułów o tematyce religijnej są nagminną praktyką. Pomijam fakt ignorowania praw autorskich, ale najgorsze jest to, że taka treść jest wciąż przekazem prawie martwym, obcym dla wiernych. Gdy czytają natomiast tekst własnych duszpasterzy, to wiedzą z kim mają do czynienia, mogą sie do tego odnieść, zadać pytanie o szczegóły itd.

W amerykańskich biuletynach niemal powszechnie stosowany jest zwyczaj, że tekst na pierwszej stronie pisze Proboszcz. Nosi on nazwę „from the Pastor’s desk” (z biurka proboszcza). To doskonałe miejsce na aktualną refleksję.

- Biuletyn wydawany rzadko, na przykład kwartalnie, nie niesie w sobie treści aktualnych, nie ma w nim aktualnych wydarzeń, nie można zamieścić intencji, bo one wciąż są aktualizowane itd.

- Jeśli biuletyn jest zbyt obszerny, wówczas odstrasza czytelnika. Znam wydawnictwa parafialne powyżej 60 stron. To już jest prawie książka. Nabywa się ją z grzeczności, aby odstawić na półkę.

Biuletyn ma być drogą i formą komunikacji z człowiekiem. Disiejszy człowiek odbiera większość komunikatów na poziomie szybkich, krótkich, prostych informacji. Można więc tak redagować biuletyn, aby człowiek biorący go do ręki był dobrze i szybko poinformowany. Przy okazji można przemycić kilka bardzo cennych spraw.

2. List parafialny

Taki przekaz – słowo pisane intencjonalnie, do określonej grupy osób, ma niezwykłą wartość medialną, gdyż może mieć duży zasięg, ale bardziej osobistego adresata:

- list do młodzieży rozdawany w czasie kolędy

- list do młodych przygotowujących się do ślubu

- list do młodzieży przygotowującej się do sakramentu bierzmowania

- list do ludzi starszych

- list do rodziców

3. Parafialna strona www.

Nie ignorujmy tych spraw. żyjemy w społeczeństwach, które coraz bardziej się cyfryzują. Dla wielu młodych ludzi internet jest podstawowym źródłem informacji. Zwłaszcza w dużych miastach, gdzie istnieje pojęcie „churchingu”, a więc chodzenia co niedzielę do innego kościoła i wyszukiwanie sobie „atrakcyjnych” kościołów, to może być ogromna szansa na pozytywny przekaz. Młodzi dzisiaj wychodząc do miasta na zakupy potrafią sprawdzać w intenecie, czy opłaca się i do którego sklepu jest lepiej. Niebawem może być podobnie z chodzeniem do kościoła. Nie narzekjajmy na to, bo od narzekania jeszcze nigdy nie zmieniliśmy niczego na lepsze. Zadajmy sobie pytanie, co zrobić, aby się przełamać i zaproponować przekaz Ewangelii na stronie parafialnej.

Strona na pierwszym miejscu ma informować... co, gdzie, kiedy...

Może być też prowokacją. Proszę pamiętać, że ogromna część przekazu rekamowego jest skierowana na prowokacje na poziomie emocjonalnym, a nie intelektualnym.

3a. Prywatne strony elektroniczne duszpasterzy (często podpięte – podlinkowane) do stron parafialnych. To ważny element przekazu, a ludzie chcą, aby mieć jak najlepszy kontakt z duszpasterzem. Poza kontaktem zewnętrznym, niezwykle ważny jest kontakt duchowy i intelektualny. To bardzo cenne, aby duszpasterz stale się rozwijał, aby poszukiwał na wielu płaszczyznach. Niech wierni będą świadkami tego poszukiwania ukazanego w przestrzeni internetowej. Poza tym wierni oczekują często od swoich pasterzy selekcji kultury.

4. „Mesendżery”

- skrzynki poczty elektronicznej

- skype

- gg, facebook,

Możemy (powiem to po raz kiolejny!) obrażać się na te formy kontaktu i zwalaczać je, ale czy to rozwiąże nasz problem? Z mojej grupy przygotowującej się do bierzmowania (14-15 lat) wszyscy są stałymi bywalcami facebooka. Jakie z tego płyną dla nas duszpasterskie korzyści?

- młodzież przyjmując nas do grupy znajomych zaczyna refleksję nad tym co zamieszcza na swoim profilu.

- Jednym tekstem możemy szybko i sprawnie informować o terminach spotkań i wydarzeniach. (dla mnie 100% przekazu informacyjnego!)

- możemy zarażać ich dobrymi postami, tekstami, filmami (ewangelizacja)

- muszą często bronić Kościoła, skoro mają mnie w kapłańskim stroju w liście znajomych.

- często jest to miejsce ich wyznań patriotycznych „jestem Polakiem”, „znam język polski”, na zdjęciach zamieszczają piękne wakacje w ojczyźnie, ubierają się w koszulki narodowe. Może trudno nam sobie to wyobrazić, ale obraz współczesnego patriotyzmu pośród młodych ludzi się diametralnie zmienia. Dzisiaj nie biorą karabinu do ręki. Raczej wkładają koszulkę z napisem POLAND.

- nierzadko jest to odkrycie dla znajomych, którzy poprzez liste znajomych docierają do mnie (księdza sfotografowanego na zdjęciu profilowym z koloratką) i proszą o przyjęcie do grupy.

SKYPE: spotkanie grupowa – krąg biblijny bez wychodzenia z domu. Zwłaszcza w dużych aglomeracjach, gdy styl życia i pracy nie pozwala na spotkania w tygodniu. (Los Angeles, wspólna modlitwa pary narzeczonych i błogosławieństwo na koniec – oni pędzą taki los. Musimy w tym jakoś uczestniczyć)

5. RADIO, TV – Problem tych mediów w życiu parafialnym jest mniej obecny w Europie niż np. w USA. Tam wiele polskich ośrodków ma swój czas antenowy. Niemniej uważam, że jest to przestarzały środek oddziaływania na wspólnotę parafianą w wydaniu lokalnym. Najczęściej bowiem audycje te nadawane są we wczesnych godzinych porannych w soboty i do tego na falach krótkich. Automatycznie więc krąg zainteresowanych słuchaniem tych audycji jest bardzo ograniczony do ludzi starszych. Przeprowadziłem kiedyś ankietę w parafii w Los Angeles i okazało się, że jedynimi zagożałymi zwolennikami radia w formie tradycyjnej były osoby powyżej 70 roku życia. Osoby młodsze cieszyły się z możliwości słuchania audycji w internecie. Problemem często nie jest forma (audycje nagrywa się w taki sam sposób), ale koszty, które wiążą się z nadawaniam radiowym. Pewnym rozwiązaniem jest umieszczanie audycji jednocześnie na stronie internetowej parafii. Myślę, że przyszłością będzie po prostu radio internetowe, nawet lokalna (parafialna) telewizja internetowa. Mamy w zasadzie wszystkie możliwości, aby już dzisiaj tworzyć takie programy. Ograniczenia wynikają jedynie ze środków technicznych oraz z barier techonologicznych.

6. AMBONA – to zasadnicze medium działania Kościoła. To wspaniałe miejsce nie tylko głoszenia Ewangelii, ale także przekazu informacji. To z tego miejsca wierny może najlepiej usłyszeć czym żyje Kościół, czym żyje Parafia. To miejsce komunikacji bardzo mocne, bo personalne, konkretne, żywe. Jedynym problemem pozostaje zasadnicze pytanie: co zrobić, aby język kaznodziejski był językiem polskim? Aby nie był oderwany od języka codziennego zjadacza chleba. Abvy przekazywane prawdy były komunikowane na poziomie zrozumiałym dla wszystkich obecnych we wspólnocie. To zapewne problem na zupełnie odmienny referat.

7. Udział kultury i przekazu „gotowego” w duszpasterstwie parafialnym:

- Klub filmowy

- Natasha St-Pier pt. „Therese. Vivre d’amour”.

- czytelnictwo (na szeroką skalę jest medialne)

- 3MC (akcja łącząca nowoczesną cywilizację obrazkową ze światem Ewangelii)

-------

Moglibyśmy jeszcze długo wymieniać te formy przekazu, które powinny nam towarzyszyć w naszym życiu we wspólnocie parafialnej. Chodzi jednak o to, aby odkryć zasadniczą postawę, która nie powinna być obca współczesnym parafiom. Postawę, w której będziemy po prostu szukać dobra w świecie medialnego przekazu. Odszukując je, będziemy promować i Ewangelizować. To może być najlepsze narzędzie do przekazu Ewangelii. Nie dajmy sobie wmówić, że wszystko co nowoczesne jest złe i podstępne. Zacznijmy z odwagą, ale też ostrożnością przyglądać się światu nowoczesnego przekazu i uwierzmy, że on także w wielu miejscach ukazuje nam Boga.


  • Obrona wiary i Kościoła poprzez media - Marcin Przeciszewski Budapeszt, 4 października 2013 r.

    Świat mediów w epoce współczesnej stał się jednym z kluczowych terenów misyjnych. O ile do niedawna podstawowym instrumentem kształtowania świadomości człowieka były systemy edukacyjne, teraz ogromną rolę w tej sferze odgrywają media.

    20 marca 2019r. 210


  • 0 Ameryka Północna
    0 Ameryka Północna
    0 Ameryka Północna
    0 Ameryka Północna
    0 Ameryka Północna
    0 Ameryka Północna
    1. Wybierz kontynent
    Na mocy pozwolenia Prymasa Polski z dn. 28 listopada 1983 r., zgodnie z postanowieniem VII Kapituły Generalnej i uzyskaniu zgody Rady Generalnej Towarzystwa Chrystusowego ówczesny przełożony generalny ks. dr Edward Szymanek TChr erygował 3 maja 1984 r. Instytut Duszpasterstwa Emigracyjnego ustanawiając dyrektorem ks. prof. Bogusława Nadolskiego. Bezpośrednim celem IDE było przygotowywanie specjalistycznych kadr w zakresie apostolatu Emigracyjnego. Jak powiedział ks. dr Józef Bakalarz TChr w wykładzie inauguracyjnym na rozpoczęcie działalności Instytutu, "ma on być sercem i motorem Ruchu Apostolatu Emigracyjnego praktykowanego w różnych formach i według różnych metod."

    Instytut Duszpasterstwa Emigracyjnego im. Kard. Augusta Hlonda

    ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań
    tel. +48 61 64 72 523, ide@chrystusowcy.pl

    BANK PEKAO SA 36124065241111001023869649