Strona w przebudowie, przepraszamy za utrudnienia...
www.czuwanie.chrystusowcy.pl
Home Artykuły z życia Polonii Dorobek X-lecia niepodległej Polski a Polacy za granicą

Dorobek X-lecia niepodległej Polski a Polacy za granicą

Referat prof. ANDRZEJ STELMACHOWSKI, Polska
II Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy,
Warszawa-Pułtusk-Kraków-Częstochowa 2001

I. Przełom polityczny 1989 roku miał i ma zasadnicze znaczenie również dla stosunków wzajemnych Kraju i naszych rodaków rozsianych po całym świecie. Wiemy wszyscy, jak trudną rzeczą było scalenie w ramach jednego państwa po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku ziem poszczególnych zaborów. Wiemy, z jakim trudem układano w okresie międzywojennym stosunki z Polonią, która skądinąd ofiarą krwi przypieczętowała swój zbrojny udział w odzyskaniu niepodległości; "Błękitna Armia" zawsze pozostanie symbolem zrywu polskich emigrantów w obronie praw Ojczyzny do niepodległości. Należy też przypomnieć utworzenie Światowego Związku Polaków (Światpolu) jako organizacji łączącej Polonię Zachodnią z Macierzą.

Wprawdzie nie udało się wówczas objąć jej ramami wszystkich organizacji polskich czynnych za granicą, jednak stworzono platformę dla szerszego współdziałania Kraju i Polonii. Dzisiaj żyje już tylko czterech działaczy Światpolu. Jest mi miło powitać na tej sali niektórych z nich, symbolizujących pomost serdecznej łączności, która przetrwała burze dziejowe. Na polu działania duszpasterskiego pojawili się w okresie międzywojennym ojcowie Chrystusowcy, jako wyspecjalizowana struktura kościelna, mająca zapewnić opiekę duchową nad naszymi rodakami. Druga wojna światowa w znacznym stopniu zniszczyła świeżo powstałe wspomniane więzi organizacyjne. Natomiast zrodziła się ze znoju żołnierskiego i ofiary krwi emigracja niepodległościowa, skupiona wokół Prezydenta i Rządu na Uchodźstwie w Londynie. Rola tej emigracji może być śmiało porównywana do Wielkiej Emigracji popowstaniowej z XIX wieku. Podtrzymywała ona nie tylko zewnętrzne atrybuty niezależnej państwowości polskiej, ale nade wszystko krzewiła ducha niepodległej Rzeczypospolitej i to w najtrudniejszych latach, gdy my tu, w Kraju, nie mieliśmy warunków wyrażania myśli i uczuć narodu. Lata siedemdziesiąte były świadkami nie tylko tworzenia zalążków zorganizowanej opozycji w Polsce, ale także - dzięki czynnej akcji podjętej przez Polonię Amerykańską - utworzeniem Rady Koordynacyjnej Wolnego Świata, która otwarcie formułowała program odzyskania niepodległości Polski i wyzwolenia jej z jarzma komunizmu. Można więc powiedzieć, że Polonia przodowała w wysiłkach zmierzających do odzyskania niepodległości. Kiedy zaś powstał wielki ruch "Solidarności" ogromna mobilizacja w akcji pomocy, obejmujących społeczeństwa krajów demokracji zachodniej była w wielkim stopniu dziełem tejże Polonii. Nigdy nie zapomnimy, jak wielkim oparciem była dla nas świadomość tego wsparcia i jego materialny wyraz, zwłaszcza w ciężkich latach stanu wojennego.

Przełom 1989 roku zaowocował przede wszystkim odrodzeniem się polskości na Wschodzie. Ani w okresie przedwojennym, ani w okresie PRL nie było możliwości nawiązania jakichkolwiek stosunków organizacyjnych z Polakami na Wschodzie, a były i takie czasy, zwłaszcza w latach stalinowskiego terroru, gdy nawet korespondencja prywatna stanowiła niebezpieczeństwo dla naszych rodaków na Wschodzie. Dopiero z końcem lat osiemdziesiątych zaczęły powstawać pierwsze organizacje polskie na rozległych obszarach b. Związku Sowieckiego, zaczęło się budzić życie polskie, dotychczas przytłumione lub wręcz skrywane, a równolegle nastąpiło odrodzenie życia religijnego.

Nawiązane zostały bliższe więzi z Polakami i Polonią na Zachodzie. Zaprzestano dawnych praktyk z okresu PRL, gdy usiłowano pozyskać sobie pewne grupy ze środowiska emigracyjnego wbrew organizacjom niepodległościowym. Do rozmiarów symbolu urosło uroczyste przekazanie na Zamku Królewskim w Warszawie insygniów prezydenckich pierwszemu wybranemu w wolnych wyborach powszechnych prezydentowi Lechowi Wałęsie w dniu 22 grudnia 1990 roku przez ostatniego Prezydenta RP na Uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Tkanka oficjalnych kontaktów między władzami RP a Polonią została wzbogacona o tkankę więzi społecznych w postaci szeregu organizacji pozarządowych, wśród których pozwolę sobie wymienić zwłaszcza Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", które mam zaszczyt reprezentować.

Zjazd Polonii i Polaków z zagranicy, który odbył się w Krakowie w 1992 roku był manifestacją owych serdecznych więzi, łączących wszystkich poczuwających się do polskości, bez względu na miejsce zamieszkania. Był też okazją do spotkania i bliższego poznania się naszych rodaków ze Wschodu i z Zachodu. Od tego czasu minęło wszakże blisko 9 lat. Nastąpił przełom stulecia i tysiąclecia nie tylko w sensie kalendarzowym. Wiek XXI rozpoczął się wraz z ogromnymi przemianami cywilizacyjnymi. Komputery i internet mogą być przykładem zmian w komunikacji między ludźmi, a słowo "globalizacja" zrobiło karierę, budząc u jednych entuzjazm, u innych lęk. Polska wkroczyła w XXI wiek jako inny kraj. Nasza niepodległość uzyskała mocną podbudowę w postaci przyjęcia naszego kraju do NATO. Nie sposób nie podkreślić tu zasług naszych rodaków zamieszkałych w krajach członkowskich NATO, na czele z Kongresem Polonii Amerykańskiej i jej prezesem p. Edwardem Moskalem, który zorganizował potężną akcję na rzecz przyjęcia Polski do sojuszu północnoatlantyckiego. Oczywiście rozumiemy wszyscy, że podstawy niepodległości trzeba wzmacniać bezustannie i że nie można sobie pozwolić na bierność, zwłaszcza przy naszym położeniu geopolitycznym. Stąd nasze wysiłki, by stworzyć silne podstawy ekonomiczne, chociaż przejście z gospodarki centralnie sterowanej i podporządkowanej interesom b. Paktu Warszawskiego i b. RWPG do gospodarki rynkowej, połączonej z systemem zachodnim jest procesem trudnym, długotrwałym i wymagającym wielu wyrzeczeń. Wejście do Unii Europejskiej jest polskim celem strategicznym. Przy tym, dzisiaj nie jest to już pytanie - czy wejdziemy, lecz - kiedy wejdziemy do Unii?

Powoli układamy sobie stosunki wewnętrzne. Czas wielkiego zrywu już minął. Miejsce wielkich uniesień i wielkich emocji zajęła proza życia codziennego. Stworzyliśmy podstawy prawno-organizacyjne ustroju demokratycznego, czy jednak możemy powiedzieć z czystym sumieniem, że stworzyliśmy społeczeństwo obywatelskie - Można mieć co do tego wątpliwości. Jesteśmy ciągle jeszcze jak młode wino w procesie fermentacji. Ciągle jeszcze układ partyjny nie jest stabilny, ciągle odbywają się przesunięcia na politycznej szachownicy, a rządy zmieniają się nader często. Godzi się wszelako zauważyć, że ostatnio rządy wykazują coraz dłuższy żywot, a po raz pierwszy powstała możliwość, że rząd premiera Jerzego Buzka, chociaż mniejszościowy, przetrwa całą kadencję. Kryzys rosyjski nie zachwiał podstawami naszej gospodarki, która rozwija się, przy czym sektor prywatny stał się dominujący. W ostatnich latach, z lepszym lub gorszym skutkiem, wdrożono cztery wielkie reformy: 1) samorządową, 2) edukacyjną, 3) emerytalną, 4) w zakresie opieki zdrowotnej. Ciągle trwa proces dostosowywania naszego kraju do standardów Unii Europejskiej. Nie da się jednak zaprzeczyć, że brak poczucia stabilności i bezpieczeństwa socjalnego jest boleśnie odczuwany w wielu warstwach naszego społeczeństwa, zwłaszcza wśród ludzi starszych wiekiem lub słabszych ekonomicznie, a rosnące bezrobocie stało się powszechną troską.

Nie da się również zaprzeczyć, że w stosunkach z naszymi rodakami żyjącymi poza granicami kraju pojawiły się na niektórych odcinkach "iskrzenia", niepotrzebnie zadrażniające stosunki wzajemne. Wszystkie te okoliczności przemawiały za potrzebą zorganizowania II Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy. Szerokie konsultacje wykazały dążenie, by raczej ograniczyć liczbę jego uczestników, zmniejszyć rolę manifestacyjną Zjazdu, a skupić się na jego zadaniach merytorycznych.

II. Nie pretendując do wyczerpującego katalogu zagadnień, które należałoby rozważyć chciałbym zwrócić uwagę na niektóre z nich, które wydają się być istotne.

1) I tak na tle doświadczeń ostatniego 10-lecia nasuwa się pytanie: czym wyraża się polskość u progu XXI wieku? Na pewno nie jest to sprawa przynależności państwowej; nigdy zresztą nią nie była, chociaż zdarzają się wypadki mylenia tych pojęć. Czy jest to sprawa znajomości języka? Odpowiedź musi być również negatywna. Z jednej strony jest wielu przedstawicieli innych narodowości, którzy opanowali język polski, ale nigdy nie mieli powiązań z polskością w sensie więzów krwi, ani też nie czuli się Polakami. Z drugiej strony jest wielu ludzi, którzy poczuwają się do polskości, a niekiedy wykazują postawę głęboko patriotyczną, ale już po polsku nie mówią, albo mówią bardzo źle. Tytułem przykładu mogę wskazać na Syberię, a na drugiej półkuli - na Brazylię. Otóż ostatnimi laty nastąpiło na Syberii ogromne ożywienie polskości. Działa tam już ok. 30 organizacji polskich i wciąż powstają nowe. Ich członkowie z reguły mówią po rosyjsku, ale mają żywe poczucie polskiego pochodzenia; w wielu przypadkach jest ono nawet podkreślane z poczuciem dumy. Nikt nie wie, ilu jest naszych rodaków na Syberii. Mogę tylko zaznaczyć, że kiedy w ubiegłym roku odwiedzałem ośrodki polskie w Syberii Wschodniej, dowiedziałem się, że np. w Usolu Syberyjskim, mieście liczącym 120 tys. mieszkańców, aż 30 % przyznaje się do korzeni polskich. Najczęściej zresztą są to potomkowie dawnych zesłańców, pochodzący z małżeństw mieszanych, w pełni zintegrowani z miejscową ludnością. Jednak i oni są cząstką naszego narodu. Podobne zjawisko odnotować można w Brazylii. Doktryna nacjonalizmu brazylijskiego proklamowana w 1938 roku zaowocowała całkowitą likwidacją szkolnictwa etnicznego, w tym polskiego, a nawet wydano zakaz posługiwania się językami obcymi w miejscach publicznych. Nic dziwnego, że język polski zaczął zanikać tym bardziej, że napływ nowych emigrantów do Brazylii był nikły i nadal przeważa tam "stara" Polonia z przełomu XIX i XX wieku. A przecież wybór polskiego Papieża, popularność ruchu "Solidarnościowego" i osobiście Lecha Wałęsy, spowodowały ogromne odrodzenie się polskości. Dzisiaj do polskich korzeni przyznaje się ok. 1,5 miliona ludzi, a polski folklor i obyczaje stały się popularne także w innych grupach etnicznych.

Pojawiło się wszakże inne jeszcze zjawisko, całkowicie nowe. Mam tu na myśli kategorię osób o dwoistej świadomości narodowej. Przy tym nie chodzi tu o to, że ktoś, poczuwając się do polskości, czuje się jednocześnie Amerykaninem czy Kanadyjczykiem. Na obszarach "Nowego Świata" niemal wszyscy są przybyszami, tyle tylko, że z różnych okresów historycznych, a społeczeństwa są wciąż jeszcze otwarte dla nowych przybyszów (pomijam tu urzędowe ograniczenia imigracyjne) i nie wymaga się wyrzeczenia swoich korzeni. Inaczej jest w Europie, gdzie mamy do czynienia ze społeczeństwami daleko mniej otwartymi, a podziały narodowościowe są silnie odczuwane mimo państwowych tendencji integracyjnych. A przecież nie gdzie indziej jak w Niemczech zetknąłem się niedawno z określeniem: "Deutsch-Pole" ("Polako-Niemiec"). Przez szereg lat po wojnie takie określenie było niewyobrażalne. A jednak, zarówno Polacy, jak i Niemcy przekonali się, że istnieje wcale nie tak mała grupa ludzi o autentycznie podwójnej świadomości narodowej. Na tym tle powstaje szereg problemów nie tak łatwych do rozwiązania, o czym wiedzą najlepiej przedstawiciele zarówno polskich organizacji w Niemczech, jak i duchowni prowadzący na tym terenie działalność duszpasterską.

Obawiam się, że nie wypracowaliśmy jeszcze metod postępowania z wspomnianą kategorią ludzi. Przy tym nie jest to tylko problem naszych rodaków w Niemczech. Organizacje polsko-greckie, polsko-cypryjskie, polsko-albańskie itp. łączą ludzi nie tylko na zasadzie czystej przyjaźni. Niekiedy u podstaw ich działalności leżą uczucia znacznie głębsze. Zapewne nie można tu mówić o podwójnej świadomości narodowej, ale istnieje element polskości, którego nie powinniśmy lekceważyć.

2) Innym zagadnieniem jest cel działalności organizacji polskich i polonijnych, jak również organizacji krajowych stawiających sobie za cel współdziałanie z rodakami za granicą.

Do niedawna cele wydawały się proste, a sytuacja klarowna. Odzyskanie niepodległości i upadek komunizmu stworzyły nową sytuację. Problem był już dostrzegany na Zjeździe Krakowskim w 1992 roku, ale odnoszę wrażenie, że jeszcze nie zdawano tam sobie sprawy, jakie są tego konsekwencje w życiu codziennym. Następuje zmiana pokoleń. Niektóre założenia organizacyjne stały się anachroniczne. Lansowana przez kilka dziesięcioleci teza, rozpowszechniona wśród emigracji niepodległościowej, że emigracja polityczna się nie dziedziczy - zaowocowała odcięciem się od młodego pokolenia. Dziś już tej tezy się nie głosi, ale odbudowa więzi z młodym pokoleniem jest trudna. Do rangi niemal symbolu urosło zamknięcie "Kultury" paryskiej czy londyńskiego "Orła Białego", tak bardzo zasłużonych nie tylko dla podtrzymywania ducha narodu, ale i kształtowania niezależnej myśli politycznej. Nowe czasy wymagają nowych form i nowego stylu oddziaływania społecznego.

Z wszelką pewnością przeżył się styl tworzenia skupisk polskich odizolowanych od społeczeństwa kraju zamieszkania. Zwłaszcza większe organizacje polonijne powinny mieć ambicję odgrywania zasadniczej roli w społeczeństwach miejsca zamieszkania. I to nie tylko w swoim interesie grupowym, ale także w interesie Polski, której bardzo potrzebne jest oparcie się o silne i wpływowe środowiska polonijne w coraz bardziej integrującym się świecie. Odnoszę wrażenie, że aczkolwiek proces ten się rozpoczął, to jednak przebiega zbyt powoli. Ciągle jeszcze wiele wybitnych osobistości osiąga wprawdzie sukces osobisty, ale nie w oparciu o organizacje polonijne, lecz w izolacji od nich. Organizacje zaś czynią niewiele, by sobie ich pozyskać. Sądzę również, że zbyt nieśmiało starają się zdobywać stanowiska o wysokiej randze o charakterze politycznym, społecznym czy kulturalnym. Oczywiście działania zmierzające w tym kierunku nie powinny prowadzić do zacierania polskich korzeni. Wręcz przeciwnie, powinny być one zaznaczane i kultywowane. Pięknym przykładem może tu być postawa Ojca Świętego Jana Pawła II, który czyniąc tak wiele dla Kościoła Powszechnego nigdy nie zaciera swojego polskiego pochodzenia, przeciwnie, stale je podkreśla, nie tracąc z tego powodu bynajmniej powszechnej sympatii w świecie.

Odnoszę również wrażenie, że władze polskie czynią zbyt mało, by pozyskać sobie sympatię i współdziałanie organizacji polonijnych. Co gorsza, notuje się niepotrzebne zadrażnienia w stosunkach z liderami czołowych organizacji polonijnych. Konieczna jest tu wzajemna aprobata takimi jakimi jesteśmy - i my w kraju, i nasi rodacy poza jego granicami. Żyjąc w odmiennych warunkach społecznych, gospodarczych i politycznych z konieczności różnimy się od siebie, ale łączy nas zbyt wiele, by owe różnice podkreślać i wyolbrzymiać. A już w żadnym wypadku nie można poświęcać interesów naszych rodaków na ołtarzu dobrych stosunków z innymi państwami czy też innymi wpływowymi środowiskami.

Dlatego z pewnym niepokojem obserwuję tendencję do ulegania naciskom ze strony niektórych grup państw zachodnich (np. tzw. grupy Schengen), by "uszczelnić" naszą granicę wschodnią. Takie "uszczelnianie" nieuchronnie utrudnia komunikowanie się z naszymi rodakami na Wschodzie i osłabia wpływy polskie za granicą wschodnią. Nie widzę żadnej korzyści we wznoszeniu nowej "żelaznej kurtyny" na naszej granicy wschodniej. Innym takim przykładem braku wzajemnego współdziałania jest polityka odnosząca się do instytutów kultury polskiej działających poza granicami Polski. Instytuty te programowo izolują się od środowisk polonijnych w myśl teorii, że winny one przybliżać kulturę polską społeczeństwom obcym i że właśnie te społeczeństwa obce winny być adresatami ich działalności. Moim zdaniem jest to manifest nieporozumienia. Przecież nie ma lepszego pomostu między środowiskami innych krajów a Polską niż właśnie środowiska polonijne.

3) Pozyskanie młodego pokolenia rysuje się jako zagadnienie swoiste, a jednocześnie bardzo ważne. Dość powszechnie słyszy się narzekania, że młode pokolenie nie znajduje sobie miejsca w ramach tradycyjnych organizacji polskich i polonijnych. Oczywiście nie należy tego demonizować. Dość powszechne jest zjawisko, że organizacje społeczne i polityczne grupują przedstawicieli raczej starszego pokolenia. Ważne jest wszakże, by zapewniona została płynna wymiana pokoleń. W żadnym razie nie można się pogodzić ze spotykanym niekiedy poglądem, że organizacja polonijna zrzesza tylko pierwsze pokolenie emigrantów, a następne pokolenia muszą nieuchronnie roztopić się w społeczeństwie miejsca zamieszkania. Ten pesymistyczny pogląd nie znajduje potwierdzenia w praktyce, gdyż bardzo często pokolenie wnuków wykazuje zainteresowanie swoimi korzeniami. Natomiast dalsze pokolenia z reguły reprezentują inny etos niż ich przodkowie, co zresztą odnosi się nie tylko do Polonii, ale i do młodzieży w kraju. Należałoby zatem zaoferować tym młodym pokoleniom właściwe formy ich działania. Dotyczy to zarówno metod działania, jak i form organizacyjnych. W tym miejscu należy w szczególności podkreślić ogromne zasługi harcerstwa, zarówno tradycyjnego, jak i odradzającego się po latach niebytu, zwłaszcza na Wschodzie. Sądzę, że należy tu również docenić organizacje sportowe.

4) Stapianie się różnych fal emigracyjnych, to poważny problem, dotyczący Polonii zachodniej. W szczególności tzw. emigracja "postsolidarnościowa" jest inna od starszej Polonii, przyniosła bowiem ze sobą inne doświadczenia, inne poglądy, dysponuje innym wykształceniem. Powodowało to liczne tarcia i nieporozumienia. Oczywiście życie wyrównuje stopniowo wspomniane różnice, wszelako jest rzeczą ważną, by po okresie adaptowania się do nowych warunków, emigracja ta wrosła w tkankę społeczną życia polonijnego w sposób w miarę możliwości bezkonfliktowy.

5) Wdrażanie zasady solidarności - i to zarówno wzajemnej solidarności Kraju z Polonią, jak i poszczególnych środowisk polonijnych między sobą - jawi się jako zadanie wprawdzie tradycyjne, ale wymagające dostosowania do aktualnych potrzeb. Historycznie najwyższą formą owej solidarności była walka zbrojna o niepodległość Ojczyzny. Weterani tych walk winni być otoczeni powszechną opieką, a pokolenie współczesne winno otaczać czcią i pamięcią zasługi odchodzącego pokolenia, jak i nie żyjących już przodków. Uporządkowanie cmentarzy wojennych w Katyniu, Charkowie i Miednoje oraz liczne pomniki stawiane w kraju, jak i poza jego granicami wskazują na znaczny postęp w tym względzie.

Innego rodzaju solidarność zarówno ze strony Kraju, jak i Polonii zachodniej jest wymagana w stosunku do Polaków na Wschodzie. Tego rodzaju potrzeba została już sformułowana w czasie Zjazdu Krakowskiego. Jej aktualność rysuje się nam dziś nawet jaśniej niż wówczas. Przede wszystkim okazało się, że sytuacja w poszczególnych krajach jest zróżnicowana. W stosunku do tych naszych rodaków, którzy żyją na terenach azjatyckich b. Związku Sowieckiego przyjęty został program ich repatriacji, który na szczęście znalazł swój wyraz w niedawno uchwalonej ustawie z 9 listopada 2000 roku. Teraz chodzi o to, by program ten możliwie szybko i sprawnie zrealizować, nie zapominając jednocześnie o tych, którzy zdecydują się na wspomnianych obszarach pozostać. Inaczej rysuje się sytuacja tych Polaków, którzy mieszkają na polskich ziemiach historycznych, wchodzących aktualnie w skład państw z nami sąsiadujących. Nie możemy oczywiście stawiać tamy tym wszystkim, którzy z tych terenów pragną wyjechać do Polski. Głównym wszakże zadaniem jest odbudowa inteligencji polskiej na tych terenach i wzmocnienie pozycji ekonomicznej i społecznej naszych rodaków. Wymaga to rozbudowy polskich placówek kulturalnych, polskiego szkolnictwa (niekiedy od podstaw), a w wielu wypadkach także pomocy charytatywnej. Tam, gdzie to jest możliwe należałoby opracowywać i wdrażać programy lokalne rozwoju ekonomicznego (np. program rozwoju Wileńszczyzny). Swego czasu korzystaliśmy w Polsce z szerokiej pomocy ze strony społeczeństw zachodnich, w tym zwłaszcza ze strony Polonii. Dzisiaj, gdy sytuacja w kraju się polepszyła, powinniśmy zorganizowaną pomocą - zarówno ze strony Kraju, jak i Polonii zachodniej - objąć przede wszystkim naszych rodaków na Wschodzie. Pomoc ta jest zresztą udzielana, trudno się wszakże oprzeć wrażeniu, że jest ona wciąż jeszcze mało zsynchronizowana, rozproszona, a przez to mało efektywna.

III. Realizacja wspomnianych wyżej celów wymaga doboru odpowiednich środków. Chciałbym tu wskazać na niektóre z nich.

1) Na plan pierwszy wysuwa się potrzeba rozwoju oświaty, w ramach szerszego programu edukacji. Edukacja, zwłaszcza młodego pokolenia, jest trudną do przecenienia inwestycją, gwarantującą rozwój w przyszłości. Optymizm budzi obserwowany w wielu krajach pęd młodego pokolenia do nauki i dążność do osiągnięcia wyższego wykształcenia. Dlatego należy popierać te wszystkie działania, które są podejmowane, choćby w formie fundowania stypendiów, w celu dopomożenia, zwłaszcza młodzieży mniej zamożnej, w uzyskaniu dyplomów uniwersyteckich. Tego rodzaju działania należy podejmować wszędzie.

Nie ulega jednak wątpliwości, że szczególne miejsce w działalności oświatowej zajmuje oświata polonijna, zmierzająca do przyswojenia języka ojczystego, a także historii i kultury polskiej. Bez ich znajomości więź z krajem ojczystym będzie treściowo uboga. Konieczna jest tu wszakże różnorodność form nauczania, poczynając od regularnych szkół z językiem polskim w większych ośrodkach polonijnych, poprzez nauczanie języka polskiego w szkołach publicznych, aż do szkółek sobotnich czy uzupełniających - społecznych i parafialnych. Należy przy tym przyjąć zasadę, że nie może być usprawiedliwieniem brak podręczników czy innych pomocy szkolnych. Należy przyjąć zasadę, że z Kraju będzie dostarczana każda ilość takich pomocy. Natomiast problemem jest unowocześnienie metod nauczania. Nie można na dłuższą metę tolerować sytuacji (jakże częstej!), że uczniowie dysponują w domu komputerem i internetem, a nauczyciel w szkole - tablicą i kredą. Bez nowych, atrakcyjnych form nauczania młodzież będzie uciekać od nauki języka ojczystego. Należy szerzej propagować ideę szkół patronackich, zakładającą współpracę bezpośrednią szkół w Kraju, na Zachodzie i na Wschodzie. Pierwsze doświadczenia w tej mierze są bardzo zachęcające. Chodzi o to, by je upowszechnić.

Szczególne miejsce zajmuje nauczanie języka i kultury polskiej w szkołach wyższych. Z żalem należy skonstatować, że zmarnowano w tym względzie wiele okazji, głównie z przyczyn finansowych. Tymczasem katedry języka polskiego, lektoraty tegoż języka, centra kultury polskiej przy uniwersytetach mogą być bezcennymi ośrodkami propagowania polskości i kształtowania środowisk opiniotwórczych. Należałoby opracować program rozwoju i finansowania tego rodzaju placówek.

2) Niezwykle ważne miejsce w stosunkach z Polonią zajmuje kultura. Obawiam się, że w tej dziedzinie zbyt wiele było żywiołowości. Kraj oferował środowiskom polonijnym zbyt wiele, nie zawsze wartościowych, programów kulturalnych opartych na zasadach komercyjnych. Prawda, że w minionym 10-leciu przybył tu niezwykle wartościowy partner jakim jest TV "Polonia". Jej programy cieszą się zasłużonym uznaniem. Szkoda tylko, że na mapie odbioru jej audycji wciąż są "białe plamy". Prawdziwym skandalem jest fakt, że nie dociera ona zupełnie do Ameryki Południowej, a zasady na jakich jest emitowana na teren Ameryki Północnej budzą daleko idące wątpliwości. Pewną pociechą może być natomiast okoliczność, że ostatnio pojawiła się możliwość dotarcia TV "Polonia" na teren Kazachstanu.

Cieszy fakt, że w wielu krajach rozprzestrzeniają się zespoły folklorystyczne i chóry polonijne. Tradycyjne już festiwale, odbywające się zarówno w kraju jak i poza jego granicami mają swoją ugruntowaną pozycję. W wielu ośrodkach istotną rolę odgrywa teatr, a wśród plastyków mamy artystów o międzynarodowej sławie.

Natomiast troską napawa przyszłość wielu zasłużonych placówek kulturalnych działających na Zachodzie. Dotychczas były one utrzymywane przez środowiska emigracyjne, ale z biegiem czasu niektóre źródła ich finansowania zaczęły "wysychać". Nasuwa się postulat szerszej, wspólnej debaty czynników krajowych i polonijnych nad dalszym ich losem. Pomoc ze strony Kraju musi tu być wydatnie zwiększona. Osobnym zagadnieniem jest ratowanie polskiego dziedzictwa kulturalnego na Wschodzie, w znacznym stopniu zubożonego w okresie komunizmu, wymagającego podtrzymania tych resztek, jakie jeszcze pozostały.

Brak miejsca nie pozwala na szersze omówienie sportu polonijnego. Jest to dział ważny, zwłaszcza jeżeli chcemy uzyskać współdziałanie młodego pokolenia.

3) Szczególne miejsce zajmuje sprawa opieki duszpasterskiej. Utworzenie wyspecjalizowanej sieci duszpasterstwa polskiego, w tym także jakże zasłużonej instytucji życia konsekrowanego jakim jest Zgromadzenie Chrystusowców ma tu ogromne znaczenie. Bez oparcia duchowego zakotwiczonego w języku i tradycjach ojczystych nasi rodacy byliby pozbawieni fundamentu duchowego pozwalającego im przetrwać w najtrudniejszych chwilach życia. Dotyczy to zresztą nie tylko zachowania więzi z polskością, ale nadto zachowania wartości uniwersalnych jakich nosicielem jest chrześcijaństwo.

Niemniej jednak nie możemy nie zauważyć pewnych napięć i zagrożeń, jakie się ostatnio pojawiają. Będę tu mówił o Kościele katolickim, którego wyznawcami pozostaje większość naszych rodaków, nie zapominając, że istnieją inne jeszcze Kościoły, głównie ewangelickie, odgrywające niezwykle ważną rolę w utrzymaniu polskości. Pozwolę tu sobie przypomnieć, że odrodzenie polskości na Śląsku Cieszyńskim nastąpiło swego czasu w łonie Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Kościół Polsko-Katolicki odegrał znaczącą rolę zwłaszcza na terenie USA.

Co się tyczy Kościoła katolickiego, to stan napięć powstał przede wszystkim na Wschodzie. Na tle nagłego odrodzenia się religii na rozległych terenach b. Związku Sowieckiego po okresie prześladowań wystąpiło zderzenie się koncepcji powszechności Kościoła jako ponadnarodowej wspólnoty wiernych, z dążeniem do zachowania korzeni powiązanych z tradycjami narodowymi. Wiadomo skądinąd, że w Rosji Kościół katolicki był kościołem mniejszości narodowych: Polaków, Niemców, Ormian; Rosjanie w swej ogromnej masie byli prawosławnymi. Na tle dążenia do ewangelizacji wszystkich ludów, w tym zwłaszcza Rosjan, wystąpiła wśród wielu działających tam duchownych tendencja do "odpolonizowania" Kościoła, która to tendencja przybiera niekiedy postać "antypolonizmu". W przetłumaczeniu na język praktyczny prowadzi to do nagłej rusyfikacji Kościoła, a na terenie Ukrainy - do jego ukrainizacji. Wierni - Polacy odczuwają to bardzo boleśnie, zwłaszcza jeżeli są pozbawieni całkowicie możliwości publicznego wyznawania wiary w języku ojczystym. Niektórzy duchowni (w tym także niekiedy przybyli z Polski) tłumaczą to tym, że przecież w życiu codziennym wierni posługują się językiem rosyjskim jako powszechnie znanym. Nie biorą pod uwagę faktu, że ci sami wierni modlą się i pragną się modlić w języku polskim jako tym, który im przekazali rodzice, a jeszcze częściej dziadkowie. Ten stan rzeczy wymaga przeciwdziałania, w szczególności rozważenia potrzeby utworzenia wyspecjalizowanego duszpasterstwa polskiego, przynajmniej na niektórych terenach.

Pewne niepokoje są sygnalizowane także na Zachodzie, chociaż na innym tle. Powstaje mianowicie obawa, czy wyspecjalizowane struktury duszpasterskie będą w przyszłości utrzymane. Na niektórych terenach (np. w Niemczech) pojawiły się tendencje wśród tamtejszej hierarchii do ograniczenia działalności społecznej duszpasterzy polskich. Na razie nie można jeszcze mówić o jakimś kryzysie, niemniej jednak sygnały świadczące o niepokoju w niektórych środowiskach polonijnych nie powinny być lekceważone.

Przedstawione tu zagadnienia stanowią tylko szkic tych problemów, które moim zdaniem powinny być przedmiotem obrad Zjazdu. Niektórych spraw nie poruszyłem w ogóle, jak chociażby zagadnienia struktur organizacyjnych Polonii Świata, czy form współpracy organizacji krajowych, takich jak np. Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", z organizacjami polonijnymi, wychodząc z założenia, że pierwszy głos w tym względzie powinien należeć do środowisk polonijnych. Tym bardziej nie byłoby stosowne poruszanie zagadnienia wzajemnych stosunków Polonii i władz Państwa Polskiego, których czołowi przedstawiciele są wśród nas obecni. Sądzę, że zarówno referaty zjazdowe, jak i dyskusja wzbogacą nasze obrady, zarówno gdy przyjdzie nam mówić o tym co cieszy, jak i o tym co boli lub niepokoi. Pozwalam sobie wszakże wyrazić przekonanie, że duch solidarności będzie nas spajał w przekonaniu, że jesteśmy synami i córkami tego samego Narodu.

Andrzej Stelmachowski

Prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska"

Msza św. przy grobie św. JP II

Transmisje i nagrania

Aplikacje mobilne

top_baner

 

Modlitwa w drodze

Drogowskazy Jana Pawła II

DekalogEmigracji_sw.JPII

Ciekawe strony

www.jasnagora

100 lat Fatimy

baner

Licznik odsłon

Odsłon : 3154350
Naszą witrynę przegląda teraz 371 gości