Strona w przebudowie, przepraszamy za utrudnienia...
www.czuwanie.chrystusowcy.pl
Home Artykuły z życia Polonii Emigracja - sprawdzian wiary i patriotyzmu

Emigracja - sprawdzian wiary i patriotyzmu

emigracjakwartalnik "Homo Dei"-2013 r.
O. Leszek Kapusta CSsR

Analizując historię ludzkości, można stwierdzić, że ludzie, po mimo, że żyli i tworzyli swój krąg rodzinny i narodowy, to jednak w mniejszym czy większym stop-niu, opuszczali swoje środowisko rodzinne, szczególnie z powodów ekonomicznych: w poszukiwaniu „ziemi obiecanej”, „za chlebem”, lub jako „niechciani” w swoim śro-dowisku z powodów politycznych, emigrowali w różne strony świata.

Emigrując opuszczali miejsce swego urodzenia, zamieszkania, z którym byli związani ze swoją rodziną i otoczeniem, również ze swoją wspólnotą religijną, jaką dziś jest parafia. Emigrując przenosili się w inne strony świata, w poszukiwaniu lep-szych warunków życia, czy także spokoju. Czy jednak znaleźli to, czego szukali? Czy znaleźli tę „ziemię obiecaną”, ten poszukiwany dobrobyt i wyczekiwany spokój?

Emigrując, ludzie integrowali się z miejscową ludnością wnosząc świat swoich wartości i jednocześnie ubogacając się wartościami miejscowych, pośród których przyszło im żyć. Niestety, nie zawsze jest to pozytywna wymiana. Wzajemna wymiana antywartości, prowadzi do zubożenia społeczeństw.

Również w wymiarze religijnym, emigracja może ubogacać, wnosić nowe wartości w wymiarze misyjnym, poznania prawdziwego Boga. Ale również może być osła-bieniem wiary, ulegając innym wyznaniom, modom, czy prądom filozoficznym, za równoznaczne, co niesie zamieszanie w ludzkich, szczególnie młodych umysłach. Trzeba propagować ekumenizm, czyli dążność do jedności pośród wszelkich wyznań religijnych szukających prawdy, ale nie powinno się ulegać irenizmowi, czyli pomie-szaniu wszystkich wyznań religijnych, aby szukać pokojowo wspólnego środka, pew-nego dochodzenia do Boga wspólnego dla wszystkich kościołów i ruchów pseudo re-ligijnych, czy nawet sekt satanistycznych. Można więc postawić pytanie, czy emigracja przyczyni się do wzbogacenia wiary w Boga i do wypełniania praktyk religijnych?

W historii emigrował Naród Wybrany z Kanaanu do Egiptu w poszukiwaniu „chleba”(Rdz 46,1-34). Emigrowały całe grupy społeczne w średniowieczu, czy pod-czas Wiosny ludów w XIX wieku. Emigrowały tysiące ludzi z przymusu podczas za-borów Polski, czy podczas II wojny światowej, okupacji komunistycznej, ruchów wy-zwoleńczych solidarności, czy również w ostatnich czasach otwartych granic w Unii Europejskiej. Czy jednak emigracja jest zawsze czymś ubogacającym daną osobę i środowisko z którego wychodzi i do którego wchodzili?

Emigracja dziś.

Dziś, z racji globalizacji, świat staje się przysłowiową wioską, gdzie ludzie, z racji otwartych granic, przemieszczają się z wielką swobodą. Tysiące, czy nawet miliony ludzi opuszcza swój dom rodzinny, środowisko, z którym byli związani, miejsce pra-cy, nauki, czy nawet grupę wierzących w parafii, i udają się w inne strony świata. Emigrują nie tylko ludzie krajów na jednym kontynencie, jak w Europie, emigrują także ludzie z biedniejszych krajów Afryki, Azji, czy Ameryki Południowej. Emigrują szczególnie do krajów wysoko rozwiniętych jak Stany Zjednoczone, Kanada, Europa zachodnia czy Australia. Jakie są przyczyny takiej decyzji? Jest ich bardzo wiele. Do najczęstszych można zaliczyć:

- bezrobocie – brak pracy w swoim otoczeniu, zamykanie zakładów pracy lub upadek, przenoszenie firm międzynarodowych w inne strony świata, gdzie rynek pracy jest tańszy, itp. Dla wielu osób wyjazd w takiej sytuacji to jedyne rozwiązanie, by utrzymać nie tylko siebie, ale i swoją rodzinę. Zostawiają swojego współmałżonka, dzieci i środowisko pracy, nauki czy religii. Można postawić pytanie, czy to ubogaca daną osobę, społeczeństwo, czy wspólnotę parafialną?

- nauka –studenci i naukowcy, którzy chcąc się rozwijać naukowo decydują się na wyjazd do innych krajach, aby studiować i odbywać różne staże. Często udaje im się znaleźć warunki do pracy naukowej, której nie mogliby realizować w swojej ojczyźnie. I znów pytanie, czy ci ludzie wykształceni za pieniądze społeczeństwa ubogacają swój kraj?

- prześladowania polityczne czy religijne – które zmuszają do opuszczenia swojego kraju, jak dziś z krajów komunistycznych czy muzułmańskich. Czy to jest prawdziwa wolność i swoboda polityczno-religijna?

- miłość i rodzina – wynikająca z połączenia się małżeńskiego z osobą z innego kraju. Często te małżeństwa podejmują decyzję zamieszkania na obczyźnie, w innym kraju. Można i tu zapytać, czy przy wzajemnej zgodzie małżonków, z którym krajem będą bardziej związane ich dzieci, matki czy ojca, czy będą kosmopolitami? Co będzie dla nich znaczyło słowo patriotyzm?

- bezdomni – osoby, które borykając się z zamieszkaniem i utrzymaniem, emigrują do innych krajów, gdzie opieka społeczna jest bardziej wrażliwa na bezdomnych.

Kim są współcześni emigranci?

Kiedyś ludzie emigrujący z racji przeludnienia, czy prześladowań politycznych, byli chyba przekonani, że wyjeżdżają raczej na stałe. Zabierali więc z sobą nie tylko walizkę ubrań, ale, tak jak nasi Rodacy, garść ziemi Ojczystej, czy obraz Matki Bożej Częstochowskiej, jak to widziałem w odległej Ameryce Południowej, Brazylii, czy Argentynie. To były i są relikwie wiary i patriotyzmu.

Dziś emigranci, szczególnie młodzi, ze względu na możliwość częstego odwie-dzania Polski, wyjeżdżają na pewien czas, aby zarobić i wrócić. Zabierają ze sobą tylko telefon komórkowy i laptopa, ale pobyt niejednokrotnie się przedłuża odkładając myśl o powrocie do Ojczyzny na dalsze lata. Czy jednak zabierają ze sobą wartości które przejęli w rodzinnym domu, środowisku, czy w parafii? Często zapraszając na „kolędę” mówią zawstydzeni – przepraszamy, że nie mamy krzyżyka i kropidła, ale to nabędziemy jadąc w przyszłości do Polski.

Ci młodzi emigranci to często ludzie zdolni, wykształceni kosztem rodziny i wła-snej pracy, którzy po ukończeniu studiów czy przepracowaniu kilku lat w jakieś firmie i nie widząc dla siebie dogodnych warunków do realizacji swoich planów życiowych, wybierają wyjazd niekiedy wbrew swojej woli, pozostawiając swoją rodzinę, przyjaciół i parafię. Jedni pozostają sobą, inni gubią się w nowej rzeczywistości.

Wielu wyjeżdżając ma już załatwione miejsce pracy czy wymianę studencką. Ci szybko włączają się w miejscowe środowisko pracując na wielu odpowiedzialnych stanowiskach, rozsławiając imię Polski. Szybko znajdują też kościół, gdzie odprawia się w ojczystym języku. Uczestniczą regularnie w coniedzielnej Mszy Św., angażują się w grupach parafialnych i, jeśli stanowią już rodziny, przywożą swoje dzieci nie tylko na Mszę Św., ale także na katechezę i naukę języka polskiego. Z tych ludzi można być dumnym, to wierni Polacy, katolicy i patrioci!

Wielu jednak przyjeżdża w ciemno, z plecakiem na ramionach często gubiąc się całkowicie. Ci przeżywają inne problemy, np.

- utratę wartości osobowych - koczują gdzie się da, w parkach czy w domach dla bezdomnych. Z braku pracy kradną i oszukują, by jakoś przeżyć. Handlują narkoty-kami lub oddają się prostytucji. Zapominają całkowicie o wartościach, które wynieśli z domu rodzinnego.

- utratę wartości katolickich - zapominają o wierze wyniesionej z rodziny i parafii. Najczęściej powtarzającym się grzechem jest: nie modlę się i nie chodzę na Msze Św. w niedzielę. Pokazują się tylko w kościele gdy potrzebują zaświadczenia do chrztu, na kurs przedmałżeński, czy chcą omówić sprawę pogrzebu kogoś z rodziny.

Pracując od kilku lat w Kopenhadze, wraz z Siostrami Służebniczkami Dębickimi, które od 40-tu lat z wielkim poświęceniem służą Polonii, cieszymy się tymi rodakami, którzy aktywnie włączają się w życie Kościoła w naszej parafii, przy której prowadzę duszpasterstwo Polskiej Misji Katolickiej. Tutaj znajdują dla siebie schronienie na czas rozłąki. Przejmuje nas jednak los pozostałych rodaków, którzy mieszkając w stolicy Danii lub jej okolicach nie znajdują drogi do kościoła, który jest przecież także ich domem.

Według statystyk duńskich, w Kopenhadze i okolicach mieszka od 12 do 15 tyś. Polaków, a ponoć w całej Danii jest około 35 tyś. Polaków. W niedzielnych Mszach w Kopenhadze uczestniczy jednak około tysiąca rodaków. To 10 % polskiej emigracji. To miej więcej tyle samo, co duńskich katolików. Można zapytać, gdzie są pozostali? Czy Dzień Pański na emigracji nie zobowiązuje do uczestnictwa we Mszy Św. nie-dzielnej? Gdzie jest sumienie tych rodaków, gdzie ich wychowanie wpojone w domu rodzinnym, że wyjeżdżając za granicę zapominają o świętowaniu Dniu Pańskiego, że w tym dniu podejmują pracę, robią zakupy, wyjeżdżają na wycieczki, czy odpoczywa-ją w domu? Może kiedyś mieszkając w Polsce byli wychowani religijnie w domu ro-dzinnym, uczestniczyli w coniedzielnej Mszy Św., może uczestniczyli w różnych gru-pach parafialnych, a wyjeżdżając za granicę zapominają o wierze w Boga, o praktykach religijnych. Uważam, że emigracja jest wielkim sprawdzianem naszej wiary i pa-triotyzmu.

Polonia w Królestwie Duńskim jest bardzo złożona:

- Są potomkowie pierwszej emigracji zwanej buraczaną ( XIX w.),

- są emigranci powojenni,

- z okresu Solidarności oraz

- Z ostatnich lat, otwartych granic Europy.

O ile ci dawni emigranci są wierni Bogu i Kościołowi Katolickiemu, to najnowsza emigracja bardzo często jest zagubiona, skoncentrowana tylko na pracy, czy studiach, zaniedbuje praktyki religijne i ulega wpływom miejscowej ludności wyznania prote-stanckiego. Czasem mówią wprost: Jak jestem w Polsce to chodzę do kościoła, ale tu w Danii ludzie nie chodzą, więc i ja nie chodzę do kościoła. W niedzielę odpoczywam lub pracuję, bo lepiej płacą.

Utrata wartości patriotycznych - chociaż zostali wychowani w Polsce, w miłości do Ojczyzny, to jednak wyjeżdżając za granicę, przyjmują różne postawy. Dawna emigracja i ci, co przyjeżdżają do pracy, czy na studia oficjalnie, nie wstydzą się swojej przynależności do Polski i do Kościoła. Angażują się czynnie w życie Kościoła.

Gorzej jest z tymi rodakami, którzy przyjeżdżając bez zabezpieczenia oraz pew-ności znalezienia mieszkania i pracy liczą na szczęście. Często ci ludzie zranieni utratą pracy w Ojczyźnie i przymusową emigracją, żyją w wielkim bólu, czy wręcz nienawiści do wszystkiego, co polskie. Odżegnują się od wszystkiego, co mogło by im przy-pominać Ojczyznę, od mowy polskiej, związków rodaków na emigracji, czy włączania się we wspólnotę katolicką. Są rozgoryczeni tym, co przeżyli w źle rządząnej Ojczyź-nie i chcą, nawet w ciemno¸ rozpocząć nowe życie. Jednym udaje się to lepiej, inni zaś padają ofiarą złych kontaktów.

Skutki emigracji.

Gdy pytam wielu Polaków o to, czy opłacało im się wyjechać za granicę, to wielu podkreśla, że tak, oczywiście, bo polepszyła się ich sytuacja materialna, poznali wielu ciekawych ludzi i zwiedzili interesujące miejsca, uczący zdobyli dobre wykształcenie, podszlifowali język i ubogacili się nowym doświadczeniem w spotkaniu z inną kulturą. A więc pobyt na emigracji to nie samo zło.

Wiara i polskie tradycje chrześcijańskie wynoszone z Ojczyzny oraz wspólnota Rodaków na emigracji, były zawsze niezawodnym wsparciem i pomocą w zachowaniu godnej postawy w nowym kraju i środowisku. Zwracał na to uwagę papież Jan Paweł II w swoich przemówieniach podczas spotkań z Polakami na emigracji mówiąc, że „człowiek świadomy swej tożsamości płynącej z wiary, z chrześcijańskiej kultury, ojców i dziadów, zachowa swą godność, znajdzie poszanowanie w innych i będzie peł-nowartościowym członkiem społeczeństwa, w którym wypadło mu żyć” (Przemówienie w Niemczech 16 XI 1980).

Ponieważ Prawda Objawienia dociera do człowieka w oprawie pewnej kultury, istnieje wielkie niebezpieczeństwo, iż „zatracenie odziedziczonych wartości kulturo-wych może w konsekwencji doprowadzić do utraty wiary, zwłaszcza, jeżeli nowe war-tości kulturowe, które się w nowym otoczeniu przyjmuje, pozbawione są tego chrześci-jańskiego charakteru, którym cechowała się kultura rodzima” (Jan Paweł II, tamże). Ojciec Święty do Polaków w krajach Beneluksu mówił: „Im bardziej będziecie wierni Bogu, waszej tożsamości i kulturze, tym owocniejszy będzie wasz wkład nie tylko w dobro kraju i narodu, w którym tkwią wasze korzenie, ale także owocniej i skuteczniej będziecie mogli służyć dobru waszych nowych ojczyzn i społeczeństw, które współtwo-rzycie” (Bruksela, 19 V 1985).

Niestety okazuje się, że negatywnych skutków życia na emigracji w życiu niektó-rych, jest o wiele więcej niż pozytywów.

Ludzie opuszczający Ojczyznę niestety zubożają swoje środowisko. Ci młodzi, wykształceni, inteligenci, dobrzy fachowcy, mający często duże doświadczenie nau-kowe, czy zawodowe, kochający mężowie, kochające matki, przykładni rodzice, wierni patrioci, często z bólem serca, ze łzami w oczach, ze smutnymi doświadczeniami, opuszczają ukochaną rodzinę, żonę, czy męża, dzieci, krewnych, sąsiadów, kolegów z pracy, czy znajomych z parafii, aby udać się w nieznane, na emigrację, w poszukiwaniu chleba.

Przymusowa emigracja jest przyczyną tragedii rodzinnych. Po mimo dofinanso-wania rodziny, rozłąka osłabia więzi małżeńskie, rodzinne, społeczne i wyznaniowe. Dziś głośno mówi się o eurosierotach, czyli dzieciach, których jedno lub czasem dwoje rodziców pracuje za granicą, a dzieci pozostają w Ojczyźnie często pod opieką dziadków, krewnych, czy na własną odpowiedzialność. Jaka więc opieka i wychowa-nie rodziców nad dziećmi? Jaki przykład rodziców dla dzieci?

A ile z tych rodzin w których jedno, czy oboje małżonków wyemigrowało za gra-nicę w poszukiwaniu pracy, przeżyło, czy przeżywa tragedie, rozpad małżeństw, za-niedbanie dzieci, osamotnienie rodziców itp. Można postawić pytanie: Czy tak wielu zdolnych, wykształconych i szlachetnych rodaków musiało opuścić Ojczyznę i emi-grować w różne strony świata zubożając rodzinę i Ojczyznę?

Osoby, które wzrastały w danym środowisku, które wykształciły się z pomocą swojej Ojczyzny, które powinny własną Ojczyznę ubogacać, muszą niestety emigro-wać, wyjeżdżać w różne strony świata w poszukiwaniu lepszego życia a szczególnie pracy, która pozwoliłaby im na dalsze godne życie, rozwój osobowy i naukowy. Czy tak powinno się prowadzić politykę, czy tak traktować wartościowych ludzi?

Dylematy emigranta.

Ludzie emigrują w poszukiwaniu lepszych warunków życia i pracy. Można się zastanowić, czy w tym poszukiwaniu biorą też pod uwagę wyznawaną wiarę? Czy zmieniając miejsce zamieszkania ze względu na pracę zastanawiają się, czy tam będą mogli włączyć się we wspólnotę ludzi wierzących, w uczestnictwo w Mszy Św. nie-dzielnej? Czy ich dzieci będą mogły uczestniczyć w katechezie i nauce języka ojczy-stego? Gdzie przygotują dzieci do Pierwszej Komunii albo bierzmowania? A przecież wiara w Boga jest dla nas Polaków czymś zasadniczym!

Czy więc zrozpaczeni, po utracie pracy w Ojczyźnie powinni podejmować despe-racką decyzję emigracji za wszelką ceną do innego kraju, w nieznane, z narażeniem tego co ojczyste, co osobiste, rodzinne i katolickie? Taką decyzję trzeba dobrze prze-myśleć! Czy nie warto by wspólnie z innymi walczyć o pracę i życie w swoim miejscu rodzinnym? Czy nie warto by walczyć, aby jeść własny chleb? Czy w Polsce nie moż-na godnie uprawiać ziemi? Czy nie można zakładać rodzimych firm i zakładów pro-dukcyjnych? Polska jest bogata w różne surowce i możliwości, czy nie możemy być samowystarczalni i jeszcze eksportować w inne strony świata? Czy to złe podejście ludzi czy władz, które niszczą społeczeństwo polskie?

Emigracja dla każdej osoby wyjeżdżającej z Polski jest na pewno sprawdzianem osobowości, wiary i patriotyzmu. Inaczej być może żyje się w Polsce, w rodzinie, pa-rafii, czy w rodzimej społeczności. Wyjazd za granicę to wielkie wyzwanie dla każdej osoby, to wielki egzamin z dojrzałości, także w wierze. Nowe środowisko, to nie tylko nowy język, często trudny do nauczenia się, ale to inne otoczenie, inne wartości spo-łeczne, często inne wyznanie religijne czy inne podejście do patriotyzmu. Pobyt na emigracji daje możliwość, a czasami wymusza konieczność poznania siebie zupełnie z innej strony i kształtowania swojej osobowości po to, by nie zatracić własnej tożsamo-ści, kim się jest i skąd się pochodzi. Gdy opuszcza się dom rodzinny, można szybko się zachłysnąć nowym albo przerazić trudnościami. Można jednak także znaleźć spokój i bezpieczeństwo, nawet wśród trudności.

Dla wierzącego ten spokój i bezpieczeństwo pochodzi od Boga, a można Go naj-pewniej znaleźć w innym domu, w Kościele. Stąd emigracja to także sprawdzian dla duszpasterzy polonijnych i ich współpracowników, którym Chrystus, niejako z urzędu, powierza troskę o rodaków.

Księża biskupi w Liście na temat duszpasterstwa emigracji wezwali Rodaków, aby przede wszystkim podtrzymywali więzy rodzinne, pamiętając w modlitwie oraz w konkretnych relacjach i kontaktach o pozostawionej w kraju rodzinie, rodzicach, współmałżonku i dzieciach oraz przyjaciołach i znajomych. Bo tylko w ten sposób będą potrafili przezwyciężać osamotnienie i uniknąć zagubienia się w zróżnicowanym, wielokulturowym, lecz szukającym Boga współczesnym świecie, stając się jednocześnie świadkami Chrystusowego orędzia zbawienia tam, gdzie przebywają. Tak postępując unikną bardzo groźnego zjawiska jakim jest wykorzenienie. Dotyka ono ludzi, którzy nie czują więzi ze swoim narodem, czy krajem, którzy z głębokim żalem i duchowym bólem patrzą na drzwi każdego domu, podczas gdy sami nie znają uczucia, co znaczy być i czuć się u siebie. Dlatego tak ważne jest, by nie utracić, także na emigracji, ducha zdrowego patriotyzmu.

Powołania do służby Bogu i ludziom.

W kontekście rozważania na temat; Emigracja – sprawdzianem wiary, trzeba też porusz problem kapelanów i sióstr zakonnych, pracujących dla rodaków na emigracji, jak również problem powołań do kapłaństwa i życia zakonnego na emigracji. Od lat, kiedy Polacy zaczęli emigrować w różne strony świata, za nimi często podążali du-chowni, aby nieść im pomoc duchową. Szczególnie Kard. Hlond dostrzegł ten problem emigracji i założył zgromadzenie Księży Chrystusowców, którzy mieli szczególnie pracować dla Polonii za granicą.

Polscy księża czy siostry zakonne wyjeżdżali za rodakami od najdawniejszych czasów i to w różne zakątki świata. Dziś dla emigracji polskiej pracuje wielu księży diecezjalnych, zakonnych, sióstr zakonnych, czy ostatnio budzących się woluntariuszy świeckich. Ich praca i życie nie jest łatwe. Odpowiedzialni za miejscowy Kościół uważają, że Polacy, tak jak i inni emigranci, powinni się integrować z miejscowym Kościołem. Uważają, że katecheza, przygotowanie do sakramentów i liturgię powinny być prowadzone w języku danego narodu.

Ludzie mieszkający już od lat na obczyźnie integrują się ze społeczeństwem miej-scowym i stają się często jednymi z nich. Nie brak jednak rodzin, które przez pokolenia szanują i podtrzymują język i kulturę Ojczystą. Obok tej starej emigracji jest rosnąca liczba współcześnie wyjeżdżających za granicę. Z racji, że ci ludzie, ich dzieci, nie znają języka miejscowego, potrzebują więc posługi duszpasterskiej, edukacyjnej czy kulturalnej w języku ojczystym.

Dla wielu księży czy sióstr zakonnych, którzy zdecydowali się wyjechać za gra-nicę, aby pracować szczególnie dla Polonii, często jest to wielkie wyzwanie. Zderzają się z innym językiem, często trudnym do nauczenia, z inną kulturą, często nawet z in-ną duchowością lokalnego Kościoła. Trzeba wielkiego zaparcia się siebie, aby prze-zwyciężyć te trudności i znaleźć się w nowej rzeczywistości bez zubożenia swojej wiary i zatracenia wartości wyniesionych z rodzinnego domu, parafii, seminarium czy wspólnoty zakonnej.

Zdecydowana większość kapłanów, sióstr zakonnych, czy świeckich woluntariu-szy posługujących rodakom w rożnych zakątkach świata, to osoby przyjeżdżające z Polski. Można postawić pytanie, czy młodzież polska na obczyźnie już tak ulega „in-tegracji”, że Boże słowo powołania do życia kapłańskiego, czy zakonnego już nie do-ciera do nich? Jest to wezwanie dla polskich rodzin żyjących za granicą, aby się mo-dlić, prosić Boga o powołania do życia kapłańskiego i zakonnego pośród Polonii roz-sianej po całym świecie.

Trzeba nam się modlić, aby dla Polonii za granicą nie brakło licznych i świętych kapłanów, sióstr zakonnych czy woluntariuszy, którzy by się nie załamywali, nie schodzili na inne drogi, ale prowadzili wiernych polaków do Boga. Również trzeba nam się modlić, aby wielu młodych pozytywnie odpowiedziało na powołanie Boże do życia kapłańskiego, zakonnego, czy do pomocy w woluntariacie charytatywnym.

Sugestie dla Polaków i duszpasterzy w Polsce.

Emigracja w Polsce dziś, to może nie tyle kaprys jednostek, czy chęć wzbogacenia się za każdą cenę, choć i takie są przypadki. Ludzie, szczególnie młodzi, emigrują dziś głównie z powodu braku pracy. Ludzie ci kochają Polskę, swoją rodzinę i otoczenie. Wyjeżdżają, bo muszą. To wielki błąd rządzących. Polska jest nie tylko piękna, ale, moim zdaniem, jest w stanie zapewnić utrzymanie każdemu swemu obywatelowi.

Podejmując trudną decyzję o emigracji, o wyjeździe z Polski za granicę, trzeba, jak to robią wschodniacy, usiąść przed podróżą i zastanowić się, czy warto wyjechać? Trzeba podsumować straty i zyski. Co tracimy a co zyskamy? Na pewno tracimy pobyt w Ojczyźnie, kontakt ze współmałżonkiem, z dziećmi, z rodziną, z przyjaciółmi, z parafią czy nawet kolegami z pracy. Jeżeli nawet wyjedziemy z rodziną, to pytajmy czy znajdziemy godne warunki zamieszkania, pracy, a dla dzieci szkołę, czy będziemy mieli kontakt z kościołem, gdzie odprawiana jest Msza Św. w języku polskim, gdzie dzieci będą mogły uczyć się religii i języka polskiego? Czyż nie to powinno być istotne w naszym życiu osobistym i rodzinnym, gdy rozważamy myśl o wyjeździe za granicę?

Zaś wyjazd w ciemno, to wielkie niebezpieczeństwo, to zagrożenie. Zostawia się często wszystko, cały swój świat. Co czeka takiego rodaka? Czy znajdzie pracę, mieszkanie, czy się odnajdzie jako osoba i jako wierzący w nowych warunkach? Może zarobi trochę więcej niż w Polsce, ale ile straci?

Może warto, aby kapłani w parafiach nie tylko czekali na powiększenie docho-dów parafii przez przybywających z emigracji, ale by profilaktycznie zawczasu, zanim ktoś wyjedzie, uświadamiali wiernych o niebezpieczeństwach wyjazdu za granicę, o stratach, które niszczą samego człowieka i jego otoczenie!

Może to jest zaplanowane przez ościenne mocarstwa, aby Polaków zniechęcić do życia w Ojczyźnie, by zmniejszyć naszą liczebność, by zmniejszyć naszą ilość do kilku milionów, do ludzi wykonujących prace służebne dla innych mocarzy. Oby wszyscy Polacy, pomimo trudności obecnych czasów, byli wierni Bogu i Ojczyźnie. Od każdego z nas zależy przyszłość Polski i każdego z nas i naszych rodzin.

Oby nikt z rodaków nie musiał wyjeżdżał ze swego rodzinnego i ojczystego śro-dowiska. Oby wszyscy rodacy mogli żyć i pracować w ukochanej ojczyźnie, realizo-wać się w niej, ubogacać siebie, swoją rodzinę, społeczność i Ojczyznę. A jeśli już ktoś musi wyjechać za granicę z takich czy innych powodów, niech nie zapomni kim jest. Niech nie zapomni tego, czego wyuczyli go rodzice w domu rodzinnym; dobrych war-tości, wiary w Boga i miłości do Ojczyzny.

Obyśmy wszyscy Polacy, żyjący w kraju czy na emigracji, wierzyli w Boga, żyli według Jego Przykazań, czcili Matkę Bożą i byli wierni Ojczyźnie. Obyśmy emigrując zdali pozytywnie egzamin z naszej wiary w Boga, pobożności Maryjnej i patriotyzmu!

Autor jest duszpasterzem wśród Polaków w Danii.
Za: kwartalnik "Homo Dei"